sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 34

- Możesz mi, do cholery wytłumaczyć, co on tu robi?! - Perrie naskoczyła na mnie, od razu kiedy dostrzegła Harrego w naszym domu, a raczej w mojej sypialni. Wyciągnęła mnie za rękę z pokoju. Zamknęła drzwi, chyba nie chciała, żeby chłopak nas słyszał. chodź to chyba nie możliwe, jeśli ona ma zamiar krzyczeć. Wskazała dłonią na drzwi, oczekując odpowiedzi. - Więc?
Wzruszyłam ramionami.
- Mo, czy ty nie widzisz co on z tobą robi?! Jesteś na tyle głupia?
Auć. To zabolało.
- Przestań.
- Co on tu robi? Wybaczyłaś mu po wym wszystkim?
- Perrie, ty nic nie rozumiesz...
- A co tu jest do rozumienia?!- gwałtownie mi przerwała. - On cię zdradził, Claudia.
- To nie jest twój związek, a to czy mu wybaczę, czy nie to wyłącznie moja sprawa i mój problem. Proszę, przestań kierować moim życiem - powiedziałam najspokojniejszym tonem na jaki było mnie stać. Przyjaciółka uniosła brwi w zdziwieniu.
- Nie kieruje twoim życiem.
- Tylko mi mówisz co mam robić - zauważyłam.
- Chcę dla ciebie dobrze.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Uszanuj moje decyzje. - Ponownie uniosłam ramiona, żeby te za chwilę opadły. - Ja go kocham, Perrie.
Zamknęła oczy i wyglądała jakby odliczała. Wiem, że chcę dla mnie jak najlepiej, ale to była moja decyzja.
- Tylko nie przychodź do mnie z płaczem.
Uśmiechnęłam się, bo i tak wiem, że gdybym była w całkowitym załamaniu, ona by mi pomogła.
- Jedziemy do mojej mamy, może nas nie być, przez kilka dni - oświadczyłam.
- Jasne, bawcie się dobrze. Tylko bądź ostrożna.
- Okey, okey - uśmiechnęłam się.
- O której wyjeżdżacie?
Wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę.
- Myślę, że za jakieś dwie godziny.
- Przyjedzie Zayn, może zjecie z nami kolacje, przed wyjazdem?
- Z chęcią. - Zarzuciłam ramiona na jej kark i zamknęłam w uścisku.
- On, cały czas jest na mojej czarnej liście.
Zaśmiałam się i po chwili z powrotem zniknęłam za drzwiami do mojego pokoju. Harry leżał na łóżku. Rękami zgiętymi w łokciach zasłaniał sobie pół twarzy. Przegryzłam wargę, żeby powstrzymać chichot. Powoli weszłam na łóżko i usiadłam okrakiem na jego talii. Jego usta wygięły się w uśmiechu. Zdjął ręce ze swojej twarzy i położył je na moich udach. Wzdrygnęłam się na ten dotyk, ale on nie zwrócił na to większej uwagi. Splątałam nasze palce u obu dłoni. Patrzyłam w jego zielone oczy i nie mogłam uwierzyć, że on jest mój. Ten piękny chłopak jest mój. Nikogo innego.
Cały mój.
Mój.
Jestem zachłanna.
- Cześć. - Jego głos i lekka wibracja klatki piersiowej, wywołała delikatny przepływ dreszczy. Zignorowałam je.
- Cześć - uśmiechnęłam się i nachyliłam do jego warg, żeby skraść jednego całusa. Jednak jeden zamienił się w więcej. Zaśmiałam się kiedy odsuwałam się od niego, a on podnosił się, niezaprzestanie cmokając mnie w usta. - Harry.
- Chcę cię pocałować - mruknął niezadowolony i opadł plecami na materac.
- Przecież pocałowałeś.
- Nie tak, jakbym chciał.
- Harry - zwróciłam mu uwagę. - Powoli, pamiętasz?
Odetchnął pełną piersią, a jego wzrok spadł na nasze dłonie. Muskał palcem mój nadgarstek.
- Przepraszam
- Hej. - Chwyciłam jego twarz w dłonie i zmusiłam żeby na mnie spojrzał. - Nie możesz mnie do końca życia przepraszać - pocałowałam zmarszczkę tworzącą się między jego brwiami.
- Powinienem.
Spojrzałam w jego smutne oczy, w których, przecież przed chwilą, tańczyły zabawne iskierki. Leniwie złączyłam nasze usta i pociągnęłam jego górną wargę. Miał zamknięte oczy, a oddech uwiązł mu w gardle. Uśmiechnęłam się i zrobiłam to ponownie, tym razem zassałam jego dolną wargę, co spotkało się z cichym jękiem z jego strony.
Jest zniecierpliwiony. Jego duże dłonie zacisnęły się na moich udach, co przyprawiło mnie o przyjemną, gęsią skórkę. Jego język przesunął po mojej wardze. Rozchyliłam usta z czego on natychmiast skorzystał. Iskry rozchodziły się pod moją skórą, przez dotyk jego palców na moich nogach. Poczułam to coś, w dole brzucha.
O, jejciu.
- Claudia - nasze oddechy mieszały się. - Przestań.
Całowałam kącik jego ust i policzek, w tym samym czasie wsunęłam dłonie w jego włosy.
- Claudia, podniecasz mnie - powiedział niewyraźnie.
Popatrzyłam na niego, szeroko otwartymi oczyma.
Podniecam go.
O, Boże. Robię to?
- Czerwienisz się - zaśmiał się, kiedy ja nadal patrzyłam na niego w osłupieniu.
Podniecam go. Ja to umiem?
Chryste.
- Mo? Straciłaś głos?
Pokręciłam głową przecząco, chodź to bardzo możliwe. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie miałam pojęcia, że go podniecam.
- Nie - zawahałam się - nie wiedziałam, że...
- Jesteś bardzo seksowna. - Uszczypnął mnie w bok. - Było by dziwnie, gdybyś tego nie robiła - wzruszył ramionami.
Jestem seksowna!
- Oh... - Usłyszałam pukanie do drzwi, a zaraz potem głos Perrie, mówiący, żebyśmy zeszli na dół.
 Zeszłam z Harrego, nadal czerwona jak burak. Zaśmiał się i przywrócił, swoje włosy do ładu. Chwycił mnie za dłoń i poszliśmy na kolacje.
 Zayn i Perrie nie czekali na nas, bo od razu zabrali się za jedzenie. Usiadłam naprzeciwko blondynki, a Harry obok mnie, naprzeciw Zayna.

- Na długo wyjeżdżacie? - Zapytał ciemnowłosy, spoglądając najpierw na Harrego, a później na mnie.
- Wyjdzie w praniu - uśmiechnęłam się. Widziałam jak Perrie przewraca oczami, na co spiorunowałam ją wzrokiem. Zaczęłam jeść swoją sałatkę z kurczakiem. Była naprawdę dobra. Perrie dobrze gotuję.
- Czyli możecie wrócić w każdy dzień, o każdej porze.
- Miałbyś coś przeciwko? - Zaśmiał się Harry.
- Zadzwonię - sprostowałam.
- Nie chciałbym, żebyście nam przeszkadzali. - Jego szeroki uśmiech był uroczy.
- Zayn.
- Wyluzuj skarbie - szturchnął łokciem swoją dziewczynę i puścił do mnie oczko.
- Ja, też nie miałbym ochoty wam przeszkadzać.

*** 

Kolacja minęła dobrze. Nawet bardzo dobrze, czego się nie spodziewałam. Całkiem zapomniałam o wszystkich problemach. Czułam się jak dawniej, żartując z przyjaciółmi i śmiejąc się z nimi. Tylko Perrie, nie miała nastroju do żartów. Przeszywała Harrego, przenikliwym spojrzeniem mówiącym "Nadal pamiętam i nigdy nie zapomnę." Brytyjczyk nie zwracał na to większej uwagi.
- Claudia, pomóż mi - poprosił. Otwarłam bagażnik jego obszernego Jeepa, a on schował do niego dużą torbę i jedną mniejszą. Robiło się już ciemno i byłam ciekawa czy zatrzymamy się gdzieś na noc. - Gotowa?
- Jak nigdy - uśmiechnęłam się. Pomachałam przyjaciołom, którzy stali pod drzwiami i wsiadłam do ciepłego samochodu. To samo zrobił Harry.

Po godzinie jazy, marzyłam żeby być już w domu. Chciałam położyć się w starym łóżku i odpłynąć. Śnić o czymś przyjemnym. Niestety mogłam sobie pomarzyć, bo przed nami jeszcze kawał drogi.
Nie rozmawialiśmy. W tle grała muzyka z radia. Przypomniałam sobie, kiedy wyjechałam z Harrym na kompletne odludzie. Śpiewaliśmy The Beatles i jedliśmy kanapki, a nocą leżeliśmy na dachu starego auta i oglądaliśmy gwiazdy. To było naprawdę romantyczne.
Patrzyłam na jego profil, gdy w spokoju i skupieniu prowadził. Uśmiechnął się delikatnie, czując jak kładę dłoń na jego, spoczywającej na skrzyni biegów. 
- Jesteś głodna? - Przerwał ciszę
- Nie, dlaczego?
- Muszę podjechać na stację benzynową i wypić jakąś mocną kawę - uśmiechnął się w moim kierunku.
- Okey.
Po kilku minutach, w końcu znalazł stację. Zatankował auto. Zaśmiałam się, kiedy wsadził głowę przed okno i uśmiechnął się w akompaniamencie, uroczych dołeczków.
- Idziesz ze mną?
- Nie, ale możesz kupić mi coś słodkiego.
- Co takiego?
- Nie wiem, zaskocz mnie.
Nie spuszczał ze mnie wzroku, uśmiechając się głupkowato.
- Okey - mruknął i truchtem pobiegł do małego sklepiku. Podziwiałam z daleka długość jego nóg i szczupłą sylwetkę, dopóki nie zniknął mi z pola widzenia.
Moja samotność nie trwała długo.
- Szybki jesteś - uśmiechnęłam się.
- Dzięki. - Wsiadł do auta. - Lubisz czekoladki?
Pokazał mi niedużą paczkę. Kubek z kawą postawił na specjalnym miejscu.
To auto jest idealne. 

- Czekoladki w kształcie misi? - Zaśmiałam się.
- Są najlepsze! Spróbuj.
Otworzyłam paczkę i wyciągnęłam z niej jednego misia, zapakowanego w sreberko. Smakował jak przeciętna czekoladka. No, może odrobinę lepsza. Miały w środku mleczne nadzienie i były oblane słodką czekoladą.
- Dobre - stwierdziłam.
- Źle jesz - zauważył i wziął jednego misia. Panując nad kierownicą obdarł go z papierka i spojrzał na mnie. - Nie gryź i czekaj, aż ci się rozpuści na języku.
Z chęcią na to przystałam i czekałam, aż czekolada rozpuści się.
- Czujesz? - Zapytał. 

- Nie - zasiałam się. On też nie mógł powstrzymać cichego śmiechu.
- Smak dzieciństwa.

***

- Claudia. - Usłyszałam aksamitny, męski głos. Miękkie usta muskały mój policzek. - Obudź się.
Mruknęłam i otarłam zaspane oczy.
- Co? - rzuciłam niezadowolona. Staliśmy na poboczu, a inne auta przejeżdżały obok nas obojętnie.
- Auto się zepsuło - zaśmiał się.
- Żartujesz? 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 33

Moje serce obijało się o żebra, kiedy intensywnie patrzyłam w jego oczy. Zadałam sobie pytanie, które przed chwilą wydostało się, z jego pięknych ust. Czy, go kocham? Chłopaka, który w tej chwili ma drżący oddech, a łzy stoją w jego oczach? Mężczyznę, który gotowy jest zrobić krzywdę każdemu, kto tylko mnie dotknie? Czy, kocham Harrego, który mnie zdradził? Który, nie potrafi panować nad emocjami? Jednak, jest niezwykle czuły i romantyczny... To takie skomplikowane.
- Claudia? - Jego głos brzmiał na zdesperowany. Nie wiem dlaczego, pojedyncza łza stoczyła się z mojego policzka. - Powiedz to. Proszę, Mo, powiedz, że mnie kochasz - jego płacz się nasilił. - Błagam.
Chwyciłam jego policzki i mocno przywarłam do niego swoimi ustami. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Z tęsknoty, z żalu, z miłości. Harry, wydawał się być zaskoczony moim samo zachowaniem, ale nie miał nic przeciwko. Postrzępiony oddech wydostał się z moich płuc. Oparłam swoje czoło, o jego i pocierałam delikatnie ciepły, wilgotny policzek.
- Kocham cię - wyszeptałam.
Harry zacisnął oczy i wydał z siebie cichy szloch.
- Mo...
- Kocham cię, Harry. - Przerwałam mu. Jego place zacisnęły się na moich plecach, błagając o większy kontakt. To było praktycznie niemożliwe, ponieważ moje ciało całkowicie przylegało do niego.
W zupełność rozumiałam jego reakcję. Chciał, już zawsze trzymać mnie w ramionach. Bał się, że się odsunę.

Odejdę. To jest to, czego boi się Harry Styles. Odrzucenie.
- Nie rozumiem - wymamrotał.
- Czego? - Ciągnęłam delikatnie za loki na jego karku.
- To całe gówno jest przeze mnie, a ty mi wszystko wybaczasz.
Wzruszyłam ramionami.
- Taka już jestem - uśmiechnęłam się słabo. Mój wzrok spadł na jego miękkie wargi. Nie mogłam się powstrzymać i złączyłam je w subtelnym pocałunku. Miałam gdzieś, Alice i wszystko co się działo przez ostatnie tygodnie. Kocham tego chłopaka.
- Claudia... - szepnął. Miał zamknięte oczy, dopóki nie przesunęłam kciukiem po jego brwi.
- Już po wszystkim - również odpowiedziałam szeptem.
To był nasz świat. Istnieliśmy tylko my dwoje. Nikt inny.
- Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. - Jego spojrzenie ukrywało żal, współczucie, wstyd ale także szczerość.
- Ufam ci, Harry.
Oplótł mnie jeszcze mocniej, jeśli to w ogóle możliwe. Wyczuwałam bicie jego serca. Gdy, tak siedzieliśmy, ciesząc się swoją obecnością uświadomiłam sobie, jak silne uczucia żywię do tego człowieka. Jestem cała jego i kocham go, mimo wszystko. Nie wyobrażam sobie teraz życia, bez obecności jego osoby. Bez jego głosu, zapachu. Po prostu Jego.

***

Odłożyłam już zimnego tosta na talerz i wytarłam dłonie o ścierkę. Odebrałam telefon.
- Cześć, Claudia, złotko. - To mama. Automatycznie uśmiechnęłam się słysząc jej przyjemny, opiekuńczy głos.
- Cześć mamo.
- Co u ciebie? Co robisz? - Zarumieniłam się patrząc na Harrego, który z ciekawością spoglądał w moją stronę.
- Wszystko dobrze, dziękuję.
- Kto to? - Zapytał Harry, a ja odpowiedziałam mu najciszej jak potrafiłam.
- Mama. 

- Jesteś w pracy?
- Nie, jest niedziela.
- Jesteś z Perrie?
Czemu zadaje tak dużo pytań?
- Nie, um... jem śniadanie z chłopakiem - moje policzki znów zaszły czerwienią. Harry uśmiechnął się, kończąc swoje śniadanie.
- Oj, przepraszam, że wam przeszkadzam. - Odpowiedziała lekko zmieszana.
- Nie przeszkadzasz, absolutnie. Jak się czujesz?
Zaczęła mi opowiadać o chłopaku Clary. Kiedy, tak się wsłuchiwałam w jej różne opowieści, przypomniała mi się rozmowa z moim tatą. Tata! Całkiem o nim zapomniałam. Mam nadzieję, że nic mu nie jest i dobrze się czuje. Ostatnio nie pojawiał się w restauracji, a ja byłam za bardzo zajęta Harrym.
-... ale mniejsza o to, dzwonie do ciebie bo mam prośbę.
- Słucham.
- Miałabyś ochotę przyjechać, na jakiś dłuższy czas?
- Oczywiście, nie ma problemu - zgodziłam się, kiwając głową. Po chwili przestałam uświadamiając sobie, że przecież ona tego nie widzi. Strasznie za nią tęsknie.
- Możesz przyjechać z chłopakiem...
- Naprawdę? - Zapytałam zaskoczona i natychmiast spojrzałam w jego stronę. W ciągu mojej rozmowy on zdążył skończyć swoje śniadanie i posprzątać po sobie. Teraz stał naprzeciwko mnie i jadł banana, pochylając się nad blatem. Nie potrafiłam odciągnąć wzroku od Harrego, który również patrząc na mnie, zjadał banana. Zaśmiał się, kiedy zmieszana odwróciłam wzrok, jakby robił coś, czego nie powinnam widzieć.
- Oczywiście. Twój pokój jest do dyspozycji.
- Mamo... - Rzuciłam marudnym głosem.
- Żartuję. Przyjedźcie jak najszybciej, chcę poznać tego szczęściarza.
- Okey.
- Do zobaczenia, skarbie. Kocham cię.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Mój wzrok napotkał Harrego. - Co?
- Nie wiedziałem, że banany są twoim afrodyzjakiem, Mo.
Uniosłam brwi.
- Co?! - Powtórzyłam. - Nie.
Zaśmiał się i cmoknął mnie w czoło, na co mój żołądek wywrócił fikołka.
- Moja mama zaprasza nas do siebie, na kilka dni. 
- Nas?
- No, jeśli nie masz ochoty jechać, nie musisz.
- Oczywiście, że pojadę. - Uraczył mnie tym swoim pięknym uśmiechem w akompaniamencie białych zębów i dołeczkach w policzkach. Jego humor już się poprawił. Uwielbiałam ten widok. Uśmiechnięty chłopak, z lokami i zielonymi, rozbawionymi oczami.

~Harry~

Stałem naprzeciwko uśmiechniętej, Mo. Moje ręce obejmowały jej drobną talię. Śmiała się z moich zaczepek i żartów. To co dzisiaj się wydarzyło, było niesamowite. Wreszcie mam ją przy sobie. Jest moja i mam ochotę powiadomić o tym cały świat. Robiło mi się cieplej na sercu, kiedy mogłem patrzeć na nią szczęśliwą. To, że dzisiaj powiedziała mi, że mnie kocha. Pierwszy raz słyszałem, tak szczere Kocham cię, które pięknie brzmiało w jej ustach. Mógłbym słyszeć to bez przerwy i odpowiadać tym samym. Gdy mnie niespodziewanie pocałowała... To uczucie było takie silne, jakbym co najmniej pierwszy raz się całował.
Kocham ją. Jest piękna, inteligentna, po prostu wspaniała. No i silna. To wszystko co zrobiłem. Bardzo ją skrzywdziłem i nie chcę więcej przez to przechodzić.
Zmarszczyłem brwi, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Momentalnie między mną i Claudią zapadła cisza. Wpatrywaliśmy się w siebie bez wyrazu.
- Spodziewasz się kogoś? - zapytała.
- Nie - pokręciłem głową. Zacisnąłem usta, słysząc jak osoba za drzwiami, natrętnie naciska dzwonek.
- Idź, otwórz.
- Co jeśli to, Alice?
Oczy, Mo powiększyły swoje rozmiary.
- Jeśli to ona, to ją wpuść.
- Co? - Zapytałem zdziwiony. Chciała, żeby tu weszła? Po co? Nie miałem ochoty jej oglądać.
- Wpuść ją - wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic ważnego.
- Nie - powiedziałem stanowczo. - Nie mam ochoty psuć sobie humoru. Ona, już nigdy nie wejdzie do tego mieszkania.
- Okej - odpowiedziała z rezygnacją. Nie mam pojęcia dlaczego, chciała, żebym wpuścił Alice i chyba nie chcę wiedzieć. - Może powinieneś to zgłosić na policje?
- Co? - zmarszczyłem brwi.
- No, miałaby zakaz zbliżania się.
- Pomyślę o tym - uśmiechnąłem się i pocałowałem jej policzek. Czułem jak wstrzymuje oddech. - To... kiedy jedziemy do twojej mamy?
- Um... jak dla mnie możemy nawet jutro - zaśmiała się.
- W porządku.
- Naprawdę? - Wyglądała na zaskoczoną moją odpowiedzią.
- Tak. Możemy pojechać nocą, a jutro się spakujesz, lub jeszcze dzisiaj.
- Tak, Harry! -Rzuciła się na moją szyję, a ja z uśmiechem mocno ją przytuliłem. Chyba bardzo lubi tam jeździć. Zaciągnąłem się jej zapachem.
- Na ile chcesz tam jechać?
- Trzy dni? - Powiedziała niepewnie.
- Okey, jeszcze zobaczymy. Spakuje się i pojedziemy do ciebie.