poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 3

Wierciłam się niespokojnie w łóżku, nie mogąc zasnąć. To była prawdziwa udręka. Byłam bardzo zmęczona po zabawie, w domu Zayna, gdzie poznałam tajemniczą postać ze swoich snów. Ułożyłam się na plecach, patrząc tępo w sufit „Naprawdę ładnie ci w czerwonym” – przetworzyłam jego słowa w swojej głowie. Ochrypłość i głębia jego głosu była niesamowita i taka… przepełniona… tym, tym czymś.
Moja dłoń, która wydawała się być tak mała w jego, powędrowała do ust, gdzie złożył pocałunek. Nie był on niewinny, był egoistyczny i przepełniony zachłannością. Jego język smakował jak czekoladowy cukierek z alkoholem, które uwielbiają dzieci. Uśmiechnęłam się sama do siebie, kiedy pomyślałam o jego płynnych ruchach we mnie. Nie to nie możliwe. To się nie dzieje.
Jego włosy jak zawsze lekko opadały na czoło, a w zielonych tęczówkach odbijał się blask księżyca. Dlaczego zawsze musi to być noc? Wyciągnął do mnie rękę, uśmiechając się. Chwyciłam ją.
- Tęskniłem… - Szepnął, sprawiając, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Ciepło jakie od niego biło, było siłą przyciągającą mnie bliżej. Podszedł o krok, przyciskając mnie do jedynego samotnego drzewa na wzgórzu. Nie było nikogo. To był mój sen i mój świat, mogłam wszystko. Sprawiając, że bolesna przeszłość odejdzie w niepamięć, a blizny znikną. Tak bardzo tego pragnęłam.
Jego usta dzieliły minimetry od moich, w czasie kiedy nasze oddechy się mieszały. Chciałam tego, chciałam na nowo poznać smak jego ust i alkohol zmieszany z czekoladą. Tak też smakował. Jego wargi delikatnie muskały moje, gdy jego język prosił o dostęp do wnętrza moich ust. Poczułam jak stado motyli w brzuchu rozrywa mnie od środka, kiedy przejechał powolnie swoim sprawnym językiem po mojej górnej wardze. Rozchyliłam usta, z czego od razu skorzystał przypierając do mnie całym swoim ciałem i manewrując wewnątrz mnie. Chwyciłam tył jego karku przyciągając bliżej siebie. Nasze języki ocierały się o siebie co wywołało niesamowite uczucie oczekiwania i… podniecenia.
- Claudia…
Jego głos był napięty. Oddychaliśmy ciężko, ale chciałam więcej. To tylko sen. Sen, który nigdy się nie spełni…
Nagle wszystko przeminęło. Otwarłam oczy, ale zaraz je zamknęłam dostrzegając ostre światło wpadające do pokoju. Było duszno, a ja czułam się okropnie. Nie wypiłam wczoraj dużo, był to zaledwie jeden drink,  ale wydarzenia z wczorajszego wieczoru kłębiły się w mojej głowie. Wstałam powolnie z łóżka przeciągając się i otwarłam okno na oścież. Przyjemny ciepły wiatr otulił moją twarz, sprawiając, że znów ożyłam. Obięłam się ramionami i zamknęłam oczy, rozkoszując się zapachem świeżo skoszonej trawy i wiosny.
- Hej piękna! – Usłyszałam jak ktoś krzyczy.
- Co ty tu robisz?! – Patrzyłam na wysokiego, bruneta szeroko otwartymi oczyma.
- Przejeżdżałem i rzuciła mi się w oczy księżniczka w oknie.
Uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki w policzkach.
Pff… książę się znalazł.
Miał długie, czarne spodnie, które opinały go w każdy możliwy sposób, brązowe buty ze szpiczastym czubkiem i zwykłą białą bluzkę z krótkim rękawem. Wszystko było dopełnione niebieską czapką, z której wydostawały się pojedyncze loki i czarne okulary, przez które nie mogłam zobaczyć jego zielonych oczu.
- Mogę wejść?
- Nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł!
Odeszłam od okna i poszłam do łazienki jakoś się ogarnąć. Gdy wróciłam, wyjrzałam za okno. Nadal tam stał oparty o swoje auto. Odetchnęłam głośniej i zeszłam na dół, otworzyć mu drzwi. Chciałam go zawołać ale nie wiedziałam jak ma na imię, wiec stałam tam i czekałam aż mnie zauważy. Cały czas patrzył się w okno, na co zachichotałam i w tamtym momencie zwrócił na mnie uwagę. Uśmiechnięty ruszył w moją stronę. Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej, kiedy oblizał swoje pełne wargi. Byłam blisko tego, żeby zemdleć.
A tak w ogóle to… gdzie jest Pezz?
Poczułam jak mężczyzna pcha mnie lekko w tył, tak abym z powrotem weszła do domu. Zamknął drzwi i zbliżył się do mnie. Cofałam się, w czasie kiedy on był coraz bliżej, a za moimi plecami była już tylko ściana.
- Hej. – Powiedział, jak gdyby nigdy nic. Nie, nic się nie stało… wszystko w porządku.
- Hej. – Odpowiedziałam przyciszonym głosem i przełknęłam nerwowo ślinę.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo chcę cię pocałować?
To dlaczego, tego do cholery po prostu nie zrobisz!?
- Boje się, że znowu dostane po twarzy…
Odpowiedział na moje niezadane pytanie, a ja uśmiechnęłam się lekko.
- To bolało… - złapał się za policzek z udawanym wyrazem bólu na twarzy. Zaśmiałam się, gdy spostrzegłam, że uderzyłam go w prawy, a nie lewy policzek.
- Co?
- Uderzyłam cię w ten policzek.
Zaśmiałam się głośniej, dźgając go w miejsce gdzie pojawił się dołeczek. To takie fajne.
Złapał mój nadgarstek, a jego źrenice się powiększyły. To już jest mniej fajne…
- Odważna z ciebie księżniczka.
Oblizał swoje usta. Chciałam je poczuć.
- Możliwe – bąknęłam, a jego usta natychmiast spotkały moje. Wow… sprowokowałam go? Wygląda na to, że tak.
Jego język nie smakował jak wczoraj. Czuć było czekoladę, ale bardziej truskawkową i bez alkoholu. Jego dłonie chwyciły moją talię, a on uśmiechnął się w pocałunku. Oderwał się ode mnie i patrzył głęboko w moje oczy, a ja w jego. Uśmiechnął się szerzej.
Jezus.
- Podoba ci się to?
Zmarszczyłam brwi, na jego pytanie.
- Sprowokowałaś mnie, żebym cie pocałował.
- Pocałowałeś, ale nie musiałeś.
- Ale chciałem… Harry – wyciągnął do mnie dłoń w geście przywitania, a ja miałam ochotę się roześmiać.
- Mo – podałam mu dłoń.
- Mo? Myślałem, że Claudia.
- Wole Mo.
Naszą małą wymianę zdań przerwała Perrie, która właśnie wróciła z wczorajszej imprezy. Wyglądała cudownie, z resztą zawsze tak wygląda.
- Uuu… przeszkadzam? – Zaśmiała się i wyglądało no to, że nadal jest troszkę pijana. Za chwilę w drzwiach pojawił się Zayn. Patrzył zdziwiony to na Harrego, to na mnie. Cała sytuacja wydawała się być śmieszna.
- Stary! Co ty tu robisz? – Krzyknął Zayn, witając się z brunetem w męskim geście podania dłoni i poklepania się po plecach. Widać, że mu i Pezz w głowie jeszcze buzowało od alkoholu.
- Co ty tutaj robisz?
                                            
***
Usiadłam na jednej z wielu ławek w parku i rozejrzałam się dookoła. Niebo za chwilę miało stać się czarne i błysnąć czarem gwiazd. Ludzie powoli odchodzili do swoich domów, a obok mnie przechodziły jedynie zakochane pary, trzymające się za rękę. Świeże i ciepłe powietrze, sprawiało, że noc była jeszcze bardziej żywa. Mimo to nie dorównywała nocą w snach. Odchyliłam głowę trochę poprawiając pozycję na ławce. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, opierając głowę o oparcie. Teraz miałam wyśmienity widok na niebo i nic nie mogło tego zepsuć. Przynajmniej tak mi się wydawało…
-  Tęskniłaś? - Usłyszałam głos mężczyzny, który usiadł obok mnie. 
- Nie. – Odpowiedziałam stanowczo nawet na niego nie spoglądając. Odetchnął głośniej i popatrzył się w niebo. Kątem oka dostrzegłam jak ukradkiem na mnie patrzy. To śmieszne… bo też to robię…
- O czym myślisz? – Zapytał.
Zmarszczyłam brwi, a chłopak patrzył na mnie z wyczekiwaniem. Pewnie chce, żebym powiedziała, że o nim. W życiu. Nie myślę o tobie, psycholu….
- O przeszłości.
- Jakiej?
Wzruszyłam ramionami. Nie chciałam o tym mówić. Nie komuś kogo znam trzy dni.
- Urodziłaś się tutaj?
- Przesłuchujesz mnie? – wreszcie na niego spojrzałam. Patrzyłam prosto w jego oczy, które odbijały blask gwiazd. Przypominało mi to sytuacje z moim tatą, kiedy w czerwcu była noc spadających gwiazd. Leżeliśmy na kocach okryci śpiworem i patrzyliśmy w niebo. Byłam małą dziewczyną. Kiedy spadła jedna z wielu gwiazd spojrzeliśmy prosto w swoje oczy, myśląc życzenie. Dowiedziałam się o nim, kiedy policja przyszła do domu i aresztowała tatę. Wtedy powiedział, że jego marzeniem jest abym zawsze była bezpieczna od wszystkich złych rzeczy i od wszystkich złych ludzi, takich jak on. Niestety marzenia się nie spełniają, kiedy wypowie się je na głos. I tak też było. Nie spełniło się.
- Nie, jestem ciekawski.
I egoistyczny.
- Powiesz mi?
Potrząsnęłam przecząco głową. Obraz gwiazd rozmazał się przed moimi oczami, przez nieproszone łzy. Nie,  nie mogę. Nie teraz. Nie przy nim, do cholery! Nie będę się rozklejać.
- Mogę dalej pytać?
- Tylko nie o przeszłość. Nie chcę o tym rozmawiać.
- Okej, nie ma problemu.
Zamknęłam oczy uspokajając się. Zadziwiło mnie jak luźno Harry podchodzi do wszystkich rzeczy. Nigdy nie mogę zrozumieć ludzi bezpośrednich, którzy są jak dzieci nie bojące się o coś zapytać, lub coś zrobić. Na przykład dłubać w nosie, przy tłumie ludzi, lub umazać się lodami czekoladowymi.
- Masz rodzeństwo?
- Mam siostrę.
- Jak ma na imię?
- Clara.
- Też mieszka w Londynie?
- Nie, w Holmes Chapel. Jest starsza. – Powiedziałam unikając jego kolejnego pytania. Myśl o mojej siostrze przyprawiła mnie, o przyjemne ciepło na sercu. Bardzo ją kocham.
- Ma rodzinę, dzieci?
- Nie mimo tego, że jest piękna. Ma… jedną wadę.
- Jaką?
- Jest – wzięłam głęboki oddech. On nawet nie zdaje sobie sprawy jak ciężko mi jest o tym mówić. – Jest niewidoma. Straciła wzrok kiedy miała dziesięć lat.
- Przykro mi – przyznał poprawiając swoją pozycję, żeby lepiej mnie widzieć. Teraz siedzieliśmy naprzeciwko siebie i mogliśmy obserwować każdy swój ruch.
- Mi też. Możesz pytać dalej… - byłam gotowa. Jeśli chce to niech pyta, co mi zależy.
- Twoi rodzice… co z nimi?
- Mama zajmuje się siostrą.
Przełknęłam głośno ślinę i w tym samym momencie zauważyłam, że jest już coraz zimniej.  Nie chciałam mówić o ojcu, ale wiedziałam, że pytanie o niego będzie niezbędne. Niestety. Tylko nie ukazuj emocji, Mo.
Wyglądam żałośnie, kiedy płaczę…
- A ojciec?
- Jest w więzieniu. – Odpowiedziałam jak najszybciej potrafiłam, ukrywając zbędne emocje.
- Tak mi przykro Claudia…
Pokiwałam głową spuszczając wzrok. Przegryzłam wargę, próbując nie uwolnić cisnących się łez. Wstałam, a Brytyjczyk zrobił to samo.
- Powinnam wracać, jest coraz zimniej.
Brytyjczyk podszedł bliżej mnie, zamykając w ciasnym uścisku. Zaciągnęłam się jego zapachem. Już dawno się tak nie czułam. Tak bezpiecznie w męskich ramionach.
***
- Hej.
- Hej. – Odpowiedziałam blondynce w kuchni, która była jeszcze w piżamie. Postawiła przede mną kubek kawy i tosty, które uwielbiałam w jej wykonaniu. Upiłam łyk pysznego napoju i zaczęłam jeść. Po chwili moja przyjaciółka się dołączyła. Przyglądała mi się z uśmiechem i zadowoleniem wypisanym na twarzy. Zmarszczyłam brwi. Jak będę stara, będę miała niezłą nauczkę za te brwi.
- Jak tam pan loczek?
- Jak tam pan przystojniaczek?
Uśmiechnęłam się drocząc się z nią.
- Wszystko w porządku? Wczoraj późno wróciłaś.
- Um… spotkałam Harrego w parku.
Byłam taka szczęśliwa z faktu, jak moja przyjaciółka się o mnie troszczy i widać to na każdym kroku. Nie dziwie się. Gdyby nie ona nie było by mnie tutaj, tylko siedziała bym w domu rodzinnym i co noc płakała i użalała się nad sobą. Dzięki niej nie boje się wyjść z domu i przywalić komuś w twarz, jak zrobiłam to Harremu. Bądź po prostu powiedzieć jakieś ostre słówko, do niemiłej osoby. Wiele jej zawdzięczam.
- I co?
- Wypytywał mnie o różne rzeczy… Nic wielkiego. Idę dzisiaj szukać pracy idziesz ze mną? – Zaproponowałam.
- Może zatrudnij się w restauracji gdzie pracuje Zayn…
- Ale pójdziesz ze mną?
- Nie mogę, umówiłam się ze starą znajomą.
- Poradzę sobie.
***

Zebrałam się wreszcie, na wyjście. Niebo było zasłonięte ciemnymi chmurami i zbierało się na niemałą ulewę. Ruszyłam przed siebie do centrum miasta. Dobrze, że nie było to daleko. Przechodziłam obok wielu restauracji i dostawałam wiele propozycji. Postanowiłam jednak, że pośród tych wszystkich wybiorę tą najlepszą. Moim marzeniem było otwarcie własnej restauracji z moją kuchnią. Szczególnie lubię owoce morza, więc pewnie w takim stylu byłaby moja kuchnia.
Kiedy wracałam, natknęłam się na grupkę nie zbyt fajnie wyglądających panów. Próbowałam przejść obok nich niezauważona, ale to mi się nie do końca udało.  Ich zaczepne teksty i wołania były żałosne. Nagle poczułam jak, któryś z nich łapie moje ramię i przyciska mnie do muru. Serce podeszło mi do gardła, a serce zaczęło mocniej bić. Nie mogę na to pozwolić. Nie chcę, żeby znów ktoś mnie skrzywdził.
- Zabawimy się troszeczkę? – Wyszeptał do mojego ucha i położył dłoń na moim udzie. Naparł na mnie swoim ciałem.
- Proszę, nie… - Wyjęczałam, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Historia lubi się powtarzać…. 


____________
Chciałam tylko poinformować was o koncie na twitterze @Bad69Darkness. Będziecie mogli dowiadywać sie tu o kolejnych rozdziałach i jeśli macie jakieś pytania, proszę bardzo :))
Zróbmy tak: 10 komentarzy- rozdział 4 w poniedziałek- 13.01
                    Mniej niż 10- rozdział 4 w sobotę- 18.01

!CZYTASZ=KOMENTUJESZ!


sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 2

- To będzie impreza w domu Zayna ? – Zapytałam zaciekawiona. Nie miałam pojęcia jak powinnam się ubrać. Moja szafa była wypełniona raczej ciemnymi kolorami typu czarny, granatowy, szary. Wyciągnęłam z szafy jedną z sukienek. Sięgała trochę ponad kolanem uwielbiałam sukienki, chodź nie miałam za dobrych wspomnień z nimi związanych. Pamiętam jak byłam małą dziewczynką i miałam psa. Kiedy wyszłam z koleżanką na dwór, on pobiegł z nami i zdarł ją ze mnie. To nie było przyjemne uczucie. Ogólnie lista moich nieudanych wyjść z sukienkami mogła by się ciągnąć w nieskończoność.
Wyciągnęłam ją pokazując przyjaciółce.
- Tak będzie u Zayna… Jesteś pewna, że chcesz ubrać sukienkę? – zaśmiała się, a ja wydęłam dolną wargę niezadowolona. Blondynka wybuchła gwałtownym  śmiechem, pewnie przypominając sobie jakąś z upokarzających sytuacji, w których brałam udział, a nawet byłam głównym obiektem zainteresowania.
- Pamiętasz to jak – nie dokończyła, przerywając śmiechem – Jak poszłam na randkę z Taylorem i poszłaś ze mną?!
Przyjaciółka zrobiła się cała czerwona od śmiechu. Uśmiechnęłam się przypominając sobie śmieszne zdarzenie w restauracji.
- Zrobiłam to z niesamowitą gracją! – Krzyknęłam z irytacją i zaczęłam się śmiać.
- Jak zawsze; myślałam, że się spalę ze wstydu przez ciebie.
- To było dawno, on już pewnie nawet cie nie pamięta.
- Mnie może nie, ale ciebie na pewno.
Znów wybuchła śmiechem.
- Dobra wystarczy…
- Pójdę się też przeprać. Mam tylko jedną prośbę, jak już tam będziemy, proszę nie lataj, nie chodź do toalety i… nie zahaczaj o ostre kanty, gwoździe i inne takie.
- Wynoś się – zachichotałam i walnęłam ją poduszką, a ona zaraz uciekła.
                                                                                                 ***
Gdy dotarłyśmy pod dom Zayna byłam pod wrażeniem, tego jak wygląda. Był ogromny. W drzwiach powitał nas brunet, ale nie miał już tego kilkudniowego zarostu jak wczoraj przy śniadaniu. Uśmiechnął się do nas promiennie i mogłabym przysiąc, że kolana Perrie zrobione są z waty i może w każdej chwili upaść, żeby tylko poczuć jak jego ręce ją podtrzymują, aby nie upadła.
Podszedł bliżej do Perrie i pocałował ją słodko w policzek, przez co oblał ją rumieniec.
- Hej – jego głos był głęboki i niewyobrażalnie pociągający. Natychmiast poczułam zapach jego męskich perfum.
- Cześć – Perrie jeszcze bardziej poczerwieniała.
- Miło znowu cie widzieć, Mo.
- Ciebie też, Zayn.  
- Mam nadzieje, że będziecie się świetnie bawić. Zapraszam.
Posłał nam uśmiech i otworzył drzwi szerzej, abyśmy mogły wejść. W środku było pełno od spoconych ciał ludzi, których nie znam. Szłyśmy za Zaynem i znalazłyśmy się w kuchni.
- To jest Donyia, moja siostra. – Powiedział, wskazując na dziewczynę. Była wysoka, ale nie wyższa od Zayna. Jej ciemne włosy, luźno opadały na ramiona. Nie była ani trochę podobna do mężczyzny.
- Perrie, moja dziewczyna. Claudia, jej przyjaciółka – wskazał kolejno na nasze osoby, dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, patrząc na Pezz.
- To ty jesteś Perrie! Zayn tak dużo mi o tobie mówił!
Przytuliła blondynkę i posłała mi ciepły uśmiech. Rozejrzałam się dookoła. Kuchnia była ogromna, pewnie tak jak każde jedno pomieszczenie w tym domu. Głośna muzyka i rozmowy ludzi, których ledwo dało się zrozumieć podtrzymywały imprezową atmosferę. Gdy odwróciłam się w stronę gdzie poprzednio stał Zayn z Perrie, już ich nie było. Pewnie poszli coś wypić, potańczyć, bądź spędzić trochę czasu razem - w intymnym tego słowa znaczeniu. Zabrałam jednego z wielu drinków, stojących na barku i poszłam gdzieś w ciemny róg salonu. Nigdy specjalnie nie przepadałam za imprezami i zatłoczonymi pomieszczeniami. Oparłam się o ścianę, zatapiając co jakiś czas usta w słodkim drinku. Moje oczy przeskakiwały z osoby na osobę, gdy zatrzymały się na wysokiej sylwetce mężczyzny. Zmarszczyłam brwi skoncentrowana. Stał do mnie tyłem i był oddalony o kilka metrów, więc było mi trudno stwierdzić kto to, tym bardziej, że nikogo tutaj nie znałam. Gdy odwrócił się bokiem, a na jego twarzy pojawił się uśmiech myślałam, że śnie. To był on. Jego loki opadały lekko na czoło, a dołeczki w policzkach i garbaty nos, mówiły same za siebie. Obrócił się, czując na sobie mój wzrok, ale ja nie mogłam go oderwać od postaci ze snów. Utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy, gdy ten uśmiechnął się w moją stronę i oblizał swoje usta. O Boże. Jego usta były niebywale różowe, układające się w rozciągnięte serce. Nagle moje ramie zostało przypartego ściany, a przed oczami zobaczyłam jakiegoś pijanego faceta. Uśmiechnął się przeciągle, z jego ust było czuć wyraźny zapach alkoholu, co przyprawiło mnie o mdłości. Zanim się obejrzałam leżał na podłodze i zbierał swoje resztki godności. Mężczyzna, który nawiedzał mnie w snach właśnie stał przede mną i dokładnie studiował wyraz mojej przerażonej twarzy. Przełknęłam nerwowo ślinę, kiedy zbliżył się bardziej.
- Musisz na siebie uważać. – Szepnął do mojego ucha. Cała się spięłam i zacisnęłam oczy, czując gorące powietrze przy swojej szyi. Jego głos był głęboki. Odchylił się ode mnie, widząc moją reakcję i zmarszczył brwi. – Boisz się mnie?
Nie odpowiedziałam. Moje klatka piersiowa nerwowo unosiła się i opadała. Patrzyłam na niego próbując uchwycić każdy szczegół jego twarzy. Jego oczy błyszczały przyjaznym zielonym blaskiem zupełnie jak w snach. Były identyczne. Wyciągnął do mnie dłoń. Popatrzyłam na nią, jej palce były długie i chude. Odważyłam się znów popatrzeć na jego twarz, na której tym razem zagościł uśmiech ukazujący dołeczki. Ta sytuacja tak bardzo przypominała moje sny.
- Nie zrobię ci krzywdy.
Zapewnił, a ja chwyciłam niepewnie jego dłoń, w której moja się topiła. Wyszliśmy na taras. Świeże powietrze było czymś cudownym, w porównaniu do tego we wnętrzu domu. Niebo nad nami świeciło blaskiem gwiazd i księżyca, nieskalane ani jedną chmurką.
- Jak masz na imię?
- Claudia. – Odpowiedziałam spoglądając na niego. Cała sytuacja wydawała mi się snem. W każdym momencie mogłam poznać jego imię. To musiał być znajomy, o którym mówił Zayn. Harry. Nie byłam pewna.
- Ładnie ci w czerwonym. – Wypalił, uśmiechając się zawadiacko. Poczułam się głupio. Gapi się na mnie. Dziwne,  że jeszcze nie zrobiłam jeszcze nic głupiego w tej, cholernej kiecce. – Jesteś mi teraz coś winna.
Podniósł mój podbródek jednym palcem, abym napotkała jego soczyście, zielone tęczówki. Przełknęłam ślinę i zmarszczyłam brwi patrząc na niego. Jestem mu coś winna, za co ?
- Uratowałem cie przed napalonym pijakiem, Cludio – pogładził mój policzek palcem, a mój oddech zadrżał. Zbliżył się nachylając do moich ust. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Miałam właśnie pocałować postać, która nawiedza mnie w snach od tak dawna. Poczuć smak jego różowych ust. Chciałam tego, ale nie mogłam. Nie mogłam tak po prostu powstrzymać strachu.
Jego wargi gwałtownie naparły na moje, a jego wilgotny język wprosił się do wnętrza moich ust. Byłam całkiem zaskoczona, niespodziewanym ruchem ze strony mężczyzny, którego imienia nawet nie poznałam. Jego ślina zmieszana była z alkoholem i tym co mnie zaskoczyło - czekoladą. Słodki smak zagościł w moich ustach mimo tego, że brunet niesamowicie całował, oderwałam się od jego miękkich warg i wymierzyłam siarczyste uderzenie w jego policzek. Tak mocne, że moja dłoń zaczęła szczypać.
Chłopak natychmiast złapał się za zaczerwienione miejsce i popatrzył na mnie zdziwiony. Uśmiechnął się lekko, zbliżając się do mnie, ale zanim się obejrzał byłam już w środku. Spocone ciała były wszędzie i trudno było dostać się gdziekolwiek. Dostrzegłam Perrie i natychmiast zaczęłam iść w jej stronę. Próbowałam jak najbardziej wtopić się w tłum, ale czerwona sukienka mi w tym nie pomagała.
- Jezu, tutaj jesteś. Gdzieś ty się podziewała! – krzyknęła dziewczyna patrząc na mnie wyczekująco. Ciekawe gdzie ona była jak osiemdziesięciocentymetrowy facet, zabrał mnie na taras i zaczął całować?!
- Żartujesz?
Za chwilę obok nas pojawił się Zayn i dobrze, bo brunet był coraz bliżej nas i uparcie nie odrywał ode mnie spojrzenia. Moje serce przyśpieszało z każdym, kolejnym jego krokiem.
- Gdzie jest toaleta? – Spytałam, żeby tylko znaleźć się dalej od nieznajomego.
- Po schodach na górę, pierwsze drzwi.
Ruszyłam w stronę schodów. Kiedy się odwróciłam, zielonooki był na ich dole. Przyśpieszyłam i zamknęłam drzwi toalety zaraz przed jego nosem. Odetchnęłam z ulgą przekręcając zamek w drzwiach.
- Claudia – przeciągnął moje imię i mogła bym przysiąc, że się teraz uśmiecha, ukazując te słodkie dołeczki w policzkach. Był naprawdę przystojny. Idealnie taki sam jak w moich snach. Loki lekko opadające,  zielone oczy, w których mieściły się małe iskierki i pełne różowe usta układające się w serce. – Kotku otwórz drzwi…
- Zostaw mnie!
- Nic ci nie zrobię, nie musisz się bać. – Zaśmiał się.
Przełknęłam nerwowo ślinę. Chciało mi się płakać. Byłam zamknięta w kiblu i nie mogłam wyjść, bo za drzwiami stał pijany mężczyzna, który mi się śnił każdej nocy, a teraz niewiadomo jak znalazł się tutaj i ze mną rozmawia. Jeśli można to nazwać rozmową.
- Po prostu otwórz.
- Po co?
- Będziesz tam siedzieć całą noc?
Odetchnęłam pełną piersią i przekręciłam zamek, oddalając się od nich o krok. Drzwi powoli się otworzyły, a chłopak wysunął swoją głowę zza nich, słodko się uśmiechając. Wow gdzie ten chłopak z tarasu?
- Wszystko dobrze? – Zapytał, a ja zmarszczyłam brwi zdziwiona jego pytaniem.
- T- tak, dlaczego pytasz?
- Wyglądasz na przerażoną – wyprostował się i całkiem otworzył drzwi. Przekręcił głowę przyglądając mi się z góry – Naprawdę ładnie ci w czerwonym…
Niemal czułam jak moje policzki oblewają się różem. Znów komplementował kolor mojej sukienki.
- Mogę odwieść cie do domu.
- Dam sobie radę.
- Ale to żaden problem. – Uśmiechnął się znacząco.
- Piłeś.
- To nic… chcę tylko, żebyś bezpiecznie dotarła do domu.
Skinęłam głową, zgadzając się. Mój wewnętrzny głos mówił, że nawet jakbym się uparła, żeby mnie nie odwoził i tak by postawił na swoim i wylądowałabym w jego aucie.


__________________
Teraz sprawy techniczne... Na początek, wielu z was uważa, że to @puf969 pisze rozdziały. To moja przyjaciółka i bardzo mi pomaga w prowadzeniu bloga, ale rozdziały piszę ja (@jajeczko17241)
Bardzo wam dziękuję za wasze opinie, co do 1 rozdziału. To bardzo mnie zmobilizowało do dalszego pisania! Rozdział pojawił się tak jak mówiłam w sobotę, ale zmienię ten dzień na poniedziałek. Zawsze będę miała wolny (mam nadzieję) weekend, żeby szybciej napisać dany rozdział. Jeszcze raz dziękuje za komentarze. 
!CZYTASZ=KOMENTUJESZ!