niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 16

Stanęłam w miejscu jak wryta. Harry, leżał na ziemi, lekko opierając się plecami o zimną, murową ścianę, klubu. Miał brudne ubrania, a przy jego boku była tylko kałuża wymiocin. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Wiadome było to, że się upił, i to bardzo, ale co jeszcze się stało, skoro leży tutaj zmarznięty, cały się trzęsie i ledwo zipie?
Przypomniałam sobie cały przebieg tych dwóch dni. Byliśmy w "THE GLOW", gdzie też się upiliśmy. Następnej nocy, zaufałam mu i pozwoliłam, aby sprawił mi przyjemność i jako pierwszy, tak mnie dotykał. Po tej nocy, idzie do klubu gdzie upija się, znów.
Pierwsze o czym pomyślałam to, to, że może ma jakieś problemy, o których nie wiem, albo po prostu ma problem z alkoholem.
I nie wiem, co jest gorsze.
Obięłam jego twarz dłońmi, monotonnie powtarzając, imię pięknego chłopaka przede mną. Nawet, kiedy był w takim stanie, jego uroda dawała o sobie znać.
Mruknął coś niezrozumiałego. Kamień spadł mi z serca, bo wiedziałam, że jest przytomny. Odgarnęłam loki z jego czoła, które teraz w dotyku, były śliskie, ale też nieprzyjemnie sztywne w jednym.
- Harry, musisz wstać.
Poklepałam go po policzku, żeby trochę go pobudzić, ale to nie pomogło. Taxi nadal stała przed klubem i jedyne co mi teraz przyszło do głowy, to proszenie o pomoc. Kiedy już wstałam, Harry chwycił moją dłoń, na co uśmiechnęłam się słabo.
Nie chciał, żebym odchodziła.
Mimo to, ruszyłam do czarnej taxi i po krótkich namówieniach, kierowca w końcu zgodził się, przenieść chłopaka do samochodu, razem z moją pomocą. Auto, gdzie mieściły się tyle siedzenia, było tak duże, że bez problemu wsadziliśmy tam bruneta.
Po kilku minutach byliśmy już pod domem Harrego. Nie miałam pojęcia, jak zdołam wczołgać się z nim na trzecie piętro, do jego mieszkania. Owszem, w budynku była winda, ale samo doczołganie się do niej, z pijanym Brytyjczykiem na karku, sprawiłoby niemałą trudność. Nie pozostało mi nic, jak tylko znów prosić kierowce o pomoc. Musiałam zapłacić mu dwa razy więcej, niż za zwykły przejazd. Nie dziwie się.
Kiedy byliśmy już w jego mieszkaniu, zaprowadziłam go do łazienki i posadziłam na krawędzi wanny. Siedział na niej ospały, nadal lekko się trzęsąc. Było mi go szkoda. Wyglądał ja mały zagubiony chłopczyk, niemo proszący o pomoc, ale zbyt słaby, żeby cokolwiek powiedzieć.
Sięgnęłam po prysznic, żeby ściągnąć go z uchwytu. Odkręciłam wodę i wyszłam z łazienki, tylko po to, by po chwili wrócić i  podać szklankę wody chłopakowi. Powoli wypił całą jej zawartość. Odłożyłam pustą szklankę na umywalkę, i powoli podeszłam do Harrego.
- Podnieś ręce. - Nakazałam cicho. Podniosłam jego koszulkę, odsłaniając opaloną skórę jego brzucha, torsu i ramion. Zamarłam, gdy zobaczyłam czerwony ślad na szyi. Przejechałam po nim opuszkami palców, a on mocno zacisnął swoje oczy. Kiedy na mnie spojrzał... uczucie bólu i poczucia winy, było jasno wyraźne w jego oczach. Wyglądał tak bezbronnie, tak pięknie... Przytuliłam go mocno, ale on nie odpowiedział od razu. Był w szoku.
Niepewnie położył swoje duże, dłonie na mojej tali. Usłyszałam jak powoli wypuszcza powietrze, ze swoich płuc.
- Przepraszam. - W końcu się odezwał.
W jego głosie było coś takiego, co sprawiło, że moje serce się roztrzaskało. To z jaką szczerością powiedział to słowo. Pierwszy raz słyszałam, tak szczere przeprosiny.
Trwaliśmy jeszcze chwilę w tej pozycji. Chwilę potem Harry, już siedział w wannie i pozwolił mi się umyć. Nie rozebrałam go do końca. Uznałam, że to byłoby niestosowne, względem nas obojga. Stałam przy wannie i zaczęłam myć jego wilgotne, od wody włosy. Po pomieszczeniu rozniósł się przyjemny, zapach szamponu. Widziałam jak Harry zamyka oczy pod wpływem, sprawiającego mu przyjemność, ruchu moich palców. Cały czas między nami panowała, niezręczna cisza. Przeniosłam dłonie na jego silne ramiona, masując delikatnie. Mięśnie jego placów, napinały się i rozluźniały się pod wpływem moich palców.
- Harry, co się stało? - zapytałam, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi - Wczoraj, w tym klubie...
Nadal nic. W odpowiedzi dostałam jego potrząśniecie głową.


***

 - Hej, mamo.
Przywitałam się, kiedy tylko usłyszałam, że odebrała. Tęskniłam za nią bardzo i planowałam, kilkudniowy wyjazd do niej.
Byłam w drodze do domu. Nie było sensu zostawania u Harrego. Nie chciał ze mną rozmawiać, jednak, gdy już wychodziłam, starał się mnie zatrzymać. Nie udało mu się.
- Cześć, kochanie - jej głos był trochę, spięty.
- Mogłabym, do was przyjechać na kilka dni? - Zapytałam niepewnie, przegryzając wargę.
- Oczywiście. Wiesz, że możesz przyjeżdżać kiedy tylko chcesz.
- Wszystko jest w porządku?
Usłyszałam głębokie westchnięcie po drugiej stronie.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham.
- Nie przez telefon. Możesz przyjechać już jutro?
- To aż, tak ważne?
- Nie chcę ci tego mówi, przez telefon. - Powiedziała marudnym, ale też zdesperowanym głosem.
- Postaram się przyjechać jutro.
- Dobrze. Do zobaczenia, kocham cię.
- Ja ciebie też - uśmiechnęłam się delikatnie i rozłączyłam 

***

W drodze do domu, w którym tak dawno mnie nie było, myślałam o tym co, tak ważnego do przekazania ma mi, mama. Mam nadzieje, że będą to raczej dobre wieści, chodź sądząc, po jej wczorajszym głosie i zachowaniu, mogę być w błędzie.
Po drodze zaczepiła mnie jedna ze znajomych, ze starej szkoły. Rozmawiałyśmy krótko, bo udało mi się szybko ją spławić, wymówką, że się śpieszę. Wreszcie doszłam do domu i weszłam do niego cicho. W salonie siedziała moja siostra, z książką na kolanach. Zagryzła wargę w skupieniu, opuszkami palców śledząc tekst, napisany alfabetem Braila. Podeszłam do niej i przytuliłam ją. 
- Mo? - Zapytała niepewnie.
- Mhm...
Obięła mnie mocno uśmiechając się.
- Tęskniłam za tobą - zaśmiałam się.
- Ja za tobą też.
- Słyszałam, że masz chłopaka.
Róż spłynął na jej policzki. Wyglądała naprawdę pięknie. Ciemne fale, długich włosów, zaokrąglały jej buzię. Bardzo jasne, niemal w mlecznym odcieniu oczy, wpatrywały się gdzieś w przestrzeń.
Do pokoju weszła mama. Szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy.
- Och... moja córeczka - zaśmiała się przytulając mnie mocno - Napijemy się herbaty?
- Jasne.
Przeniosłyśmy się do kuchni. Po krótkich rozmowach, gdy odpowiedziałam na ich pytania, moja rodzicielka wreszcie przeszła do rzeczy.
- Muszę powiedzieć ci coś ważnego.
- Czekam na to cały dzień - uśmiechnęłam się. Jeszcze chwilę czekałam na to co chce powiedzieć. Widziałam, że się waha. Chyba nie była pewna, jak przyjmę jej wiadomość.
- Ojciec wychodzi z więzienia. - Powiedziała na jednym wydechu.
Co?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 15

Przez cały dzień w pracy, nie mogłam się skupić. Od rana, wszystkie moje myśli krążyły wokół ostatnich tygodni. Miałam dziwne odczucie, że coś jest nie tak. O coś się martwiłam, tylko, o co takiego?
W pewnym momencie, przypomniałam sobie zdarzenie, które miało miejsce kilka dni po tym, jak poznałam Harrego.
Potraciłam osobę. Tylko kto to był... Niebieskie oczy, kobiecy chód... ale przecież, żadna kobieta nie jest tak silna. Oprócz tego czułam, że coś mi nie gra. To nie pasowało do całej reszty.
Spojrzałam na zegarek. Niedługo kończę swoją zmianę. Korzystając z okazji, że nigdzie nie było Adama, wyjęłam swoją komórkę i wybrałam numer do Harrego. Moje myśli, dosłownie szalały, a ja musiałam się upewnić, czy u niego na pewno wszystko jest w porządku.
Wybrałam jego numer po raz drugi.
- Harry? - Zapytałam, kiedy tylko odebrał.
- Nie...
Zmarszczyłam brwi zdziwiona, gdy usłyszałam męski głos. Nie był tym, który chciałam usłyszeć.
- Mogę z nim rozmawiać?
- Chyba nie jest w stanie, teraz rozmawiać - zaśmiał się. - Powiem mu, że dzwoniłaś, kimkolwiek jesteś, skarbie.
- Chcę z nim rozmawiać.  - Powiedziałam stanowczo
- Kotku, on nie ma się najlepiej...
- Daj, mu ten cholerny telefon! - Podniosłam głos, ale to tylko spowodowało, że ktoś z kim rozmawiałam, rozłączył się. Uniosłam brwi zszokowana.
Co to w ogóle było? Dlaczego, telefon Harrego odebrał mężczyzna? Nie to, żebym spodziewała się raczej kobiety, ale to co najmniej dziwne. Tym bardziej, że nie znałam żadnych jego znajomych, z wyjątkiem Jack'a.
- Claudia? - Odwróciłam się do chłopaka. Przyglądał mi się, a zmarszczka między jego brwiami stawała się coraz głębsza. Adam, jest moim, takim jakby szefem. Po prostu, mówi mi co mam robić. Mam zawsze trzymać się przy nim, no i słuchać.
- Co?
- Prosiłem cię, żebyś zajęła się, na chwilę obsługą gości. Bett trochę się spóźni...
- Nie słuchałam cię, sorry - miałam już wyjść z kuchni, ale on szybko złapał mnie za przedramię.
- Wszystko jest w porządku?
- Tak. - Posłałam mu słaby uśmiech.
Wyszłam z kuchni, moje spojrzenie przebiegło po sali, pełnej stolików i ludzi. Dziś mieliśmy wyjątkowo zabiegany dzień. Nie dość, że liczba klientów cały czas rosła, to jeszcze mieliśmy na głowie parę młodą, która wynajęła drugą część restauracji, tylko dla swojej rodziny i bliskich.
- Zajmij się zamówieniami. - Joe podał mi swój notes i zniknął za drzwiami toalety, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Cudownie.
Podchodziłam do stolików, zbierając zamówienia. Zapisane, kartki zanosiłam do barku.
Kiedy pięcioosobowa rodzina, składająca się z dwójki rodziców, dwóch nastolatków i małej, około ośmioletniej dziewczynki, zamawiała swój lunch, tak, jakby była to sprawa ich życia i śmierci i nie zbyt im się śpieszyło, moją uwagę przykuła kobieta siedząca parę stolików dalej. Miała włosy związane w kitkę, wystającą z czapki, z daszkiem. Co chwilę zerkała w moim kierunku, ale gdy tylko widziała, że się w nią wpatruje wracała wzrokiem na menu, którym zasłaniała sobie i tak większość twarzy.
W końcu mogłam zapisać dania, na które zdecydowali się nastolatkowie i niemal od razu ruszyłam do stolika kobiety. Ta prawie cała zasłoniła się kartą, jakby tylko chciała się przede mną ukryć.
- Mogę w czymś pani pomóc?
Delikatnie palcami naparłam na kartę, żeby zobaczyć jej twarz, ale jej upór nie ustawał, więc szybko się poddałam.
- Poproszę croissant'a.
Uchyliła menu, tak, że byłam w stanie zobaczyć tylko jej niebieskie oczy. Zmarszczyłam brwi.
- To wszystko? - Pokiwała głową, ale nadal trzymała kartę przy twarzy.
Pierwszy raz miałam do czynienie z taką dziwną osobą. Nie zachowywała się raczej normalnie.
Jej spojrzenie, było mi już skądś znane. Tak, jakbym je już widziała. A może po prostu, od tego wszystkiego mam już zwidy i wszystko mi się pląta? W każdym razie, stwierdziłam, że obsłużę ją sama. Szybko ruszyłam do baru. Wzięłam jeden talerz i z tacy pełnej, świeżych rogalików, wybrałam jeden, najzwyklejszy. Idąc, starałam się zgrabnie omijać stoliki i nawet całkiem dobrze mi to wychodziło. Mogłabym być kelnerką...
Stanęłam w miejscu, kiedy stolik, gdzie jeszcze chwilę temu siedziała dziewczyna był pusty. Rozejrzałam się dookoła, zobaczyłam jak pośpiesznie wychodzi z restauracji.
- Zaraz! - Krzyknęłam i odłożyłam talerz na pusty stolik. Zaczęłam biec z w stronę drzwi, o mało się nie przewróciłam, zahaczając nogą o krzesło na którym siedział obcy mężczyzna. Przeprosiłam pośpiesznie i wybiegłam z restauracji. Nigdzie jej nie było. Zrobiłam obrót wokół własnej osi, ale ona całkowicie zniknęła. Uciekła, przepadła. Dlaczego?
W oddali zobaczyłam Bett, szła w moją stronę, marszcząc brwi.
- Claudia, co się stało?
Oddychałam nieregularnie. Byłam roztrzepana, nie mogłam się na niczym dobrze skupić. Nawet na jej sowach.
Zdjęłam swój fartuszek i oddałam jej razem z kluczami.
- Powiedz Adamowi, że skończyłam swoją zmianę. - Zostawiając dziewczynę, zaczęłam szybko iść wzdłuż chodnika. Musiałam sobie wszystko dokładnie poukładać, ale nie potrafiłam. Byłam jedną chodzącą mieszaniną uczuć.
Przeprosiłam kobietę, na którą przez przypadek wpadłam. Wtedy przypomniałam sobie o siłowni. Harry zawsze był tam, w czasie, kiedy pracowałam. Dziś zostałam trochę dłużej, to fakt, ale przecież mógł tam na mnie czekać.
Przepychając się miedzy ludźmi, zaczęłam biec. Zbliżałam się do siłowni. Kiedy wreszcie do niej weszłam, wdrapałam się po schodach do celu. Skanując wzrokiem każdy ze sprzętów, na żadnym nie było tego mężczyzny, którego szukałam.
Basen. Tam też go nie było.
W ostateczności postanowiłam do niego zadzwonić. Pod nosem powtarzałam sobie ''spokojnie'', moje ręce się trzęsły i w sumie, nawet nie wiem co było tego powodem.
Ulga oblała moje ciało, kiedy odebrał.
- Harry? Proszę, to ty?
- Mo? - Jego głos był bardzo zachrypnięty.
- Wszystko jest w porządku, gdzie jesteś?
Gorączkowo przeczesałam palcami włosy. Może nie miałam się czym przejmować, ale jednak to uczucie, że nadal coś jest nie tak, siedziało głęboko we mnie.
- Jestem przy kubie...
Przerwał kaszląc.
- Jakim, gdzie? - przegryzłam, nerwowo wargę.
- Light.
- Zaraz tam będę.
Rozłączyłam się i szybko wybiegłam z budynku.
Musiałam wziąć, dwa głębokie oddechy i się uspokoić. Wszystko jest dobrze, jest w porządku...