niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 22

Uniosłam brwi spoglądając na chłopaka, który siedział na moim łóżku i w palcami przekręcał swój telefon. Trzymałam w prawej dłoni wieszak z cienką, szarą bluzą zakładaną przez głowę, a w drugiej zwykłą czarną bluzkę, z krótkim rękawkiem, która pewnie odkrywałaby kawałek mojego dekoltu.
- Nie wiem, która.
- Ubierz czarną, a jak zrobi się chłodniej założysz bluzę. - Wzruszył ramionami.
- Nie, bo jakbym ubrała czarną, to do niej dżinsową kurtkę.
Wydęłam wargę w niezadowoleniu, a Harry cicho się zaśmiał i pokręcił głową. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to jak on jest ubrany. Niebieskie dżinsy i biała koszulka, którą już miałam okazję widzieć. Oprócz tego czarno-białe Nike.
- Oddaj mi swoją - uśmiechnęłam się, patrząc co chwilę na bluzkę i z powrotem na jego twarz. Zmarszczył brwi i spojrzał na swój T-shirt.
- A w czym, ja pójdę?
Podszedł do mnie i uśmiechnął się przebiegle. W jego oczach błysnęła iskierka ekscytacji. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, on wtrącił się zaraz przede mnie.
- Chcesz, żebym ściągnął koszulkę?
Spłonęłam rumieńcem.
- Nie, nie - szybko zaprotestowałam, gdy już sięgnął za poły swojej bluzki, żeby ją ściągnąć - Nie o to mi chodziło.
Nie mogłam powstrzymać nieśmiałego uśmiechu, kiedy w pokoju zabrzmiał jego śmiech. Cmoknął moje czoło i spojrzał na szafę, pełną różnokolorowych spodni, bluzek i spódniczek. Przesunął dużą dłonią po materiałach i zatrzymał się na jednym z nich. Wyciągnął z szafy czarną koszulę i spojrzał na mnie.
- Ta jest ładna. - Stwierdził krótko.
- Tak mi też się podoba - pokiwałam głową i zabrałam od niego koszulę. - Daj mi pięć minut.
Zniknęłam za drzwiami łazienki. Wzięłam szybki prysznic, a kiedy się wycierałam spostrzegłam, że nie wzięłam dla siebie, żadnej bielizny. Przeklęłam pod nosem. Chcę świeżą bieliznę!
Mini pokaz w samym ręczniku, przed Harrym nie wchodzi w grę, ale nie chciałabym też, żeby grzebał w szufladzie z moją bielizną. No bo, kurcze, to krępujące! Przecież muszę coś zrobić i chyba nie mam innego wyjścia, jak tylko poprosić go, żeby podał mi jakieś majtki.
Wychyliłam się lekko zza drzwi łazienki, dokładnie owinięta ręcznikiem. Moje włosy opadły na jedno ramię, kiedy trochę się pochylałam, tak, żeby brunet nie miał możliwości zobaczenia mojego, owiniętego jedynie miękkim materiałem ciała.
Harry natychmiast spojrzał na mnie, spod swoich loków, które za chwilę poprawił przy pomocy dłoni. Mierzył mnie swoim palącym spojrzeniem, a kiedy oblizał swoje różowe usta, czułam jak moje kolana stopniowo miękną.
- Mógłbyś, eghr... podać mi bieliznę? - Czułam, że znowu się rumienie. - W komodzie. Pierwsza szuflada.
Na usta Harrego wstąpił mały uśmieszek, kiedy podszedł do komody i powoli otworzył szufladę.
- Którą? - Uniósł brew i wyciągnął koronkowy biustonosz, który utrzymywał się tylko na jego jednym palcu.
- Obojętnie, tylko szybko. Zimno mi.
Brytyjczyk nadal przeglądał moją bieliznę.
- Harry! Przestań i daj mi coś. - Pogoniłam go, a on natychmiast podszedł do mnie z wybranym stanikiem i majtkami. Chwyciłam je, ale on nie chciał puścić.
- Jak dla mnie, mogłabyś iść bez niej.
Puścił mi oczko. Szybko wyszarpałam bieliznę z jego dużej dłoni i zamknęłam się w łazience. Zaśmiałam się niekontrolowanie, przez to co przed chwilą zaszło. Głupek.
Szybko się ubrałam i wysuszyłam włosy układając je, tak, żeby wyglądały dość dobrze. Przeciągnęłam rzęsy tuszem i byłam już prawie gotowa. Spojrzałam w lustro i rozpięłam jeden guzik koszuli. Zmarszczyłam brwi i znów go zapięłam. Po długich przemyśleniach, trwających kilka sekund i męczącej pracy mięśni mojej twarzy, w ostateczności, ponownie go rozpięłam. Ostatni raz poprawiłam długie fale, ciemnych włosów opadających na moje ramiona i wyszłam z łazienki. Na łóżku siedział Harry, nadal bawiący się telefonem, ale rozmawiający także z Zaynem. Ich konwersacja ucichła, gdy ja weszłam do pokoju. Dlaczego, poczułam się, tak jakby rozmawiali o mnie? Zabawne.
- Hej, Zayn - uśmiechnęłam się.
- Hej. - Także się uśmiechnął.
Chłopak z lokami bacznie mi się przyglądał, przegryzając dolną wargę. Wyglądał naprawdę uroczo.
- Skoczę na chwilę do, Pezz i możemy iść.
Szybkim krokiem wyszłam z pokoju, a z niego, od razu nabrałam kurs na pokój przyjaciółki. Zapukałam dwa razy i uchyliłam niepewnie drzwi, zaglądając do środka. Pokój był pogrążony w półmroku, przez zasłonięte żaluzje. W pokoju było pusto. Pościel na łóżku, spoczywała w całkowitym niełazie, a kilka ciuchów leżało na podłodze i meblach. Zmarszczyłam brwi i podeszłam do biurka, na którym leżały cztery wkłady do zniczy. Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam w drzwiach Perrie, uśmiechała się blado i była w pełni ubrana. To naprawdę rzadkość.
- Wybierasz się gdzieś? - Zapytała.
- Własnie chciałam spytać o to samo.
Podeszła do biurka i dopiero teraz zauważyłam, że trzymała w dłoni bukiet czerwonych tulipanów. Schowała świeczki do reklamówki i odetchnęła głęboko.
- Idę odwiedzić tatę. A ty?
- Wychodzę z Harrym. Chciałam pożyczyć, te ładne perfumy.
- Te, sportowe?
Potrząsnęłam szybko głową.
- Są w łazience, na półce przed lustrem.
Poszłam do łazienki i chwilę mi zajęło zorientowanie się w tych wszystkich kosmetykach, gdzie jest buteleczka, której szukam.
- Ostatnio coraz częściej się z nim spotykasz. - Zauważyła.
- Tak, zdecydowanie - uśmiechnęłam się.
- Chyba ktoś tu jest zakochany! - powiedziała śpiewnie, po czym się zaśmiała.


***

Przejażdżka samochodem minęła dość szybko, może dlatego, bo w mojej głowie pojawiały się obrazy ze wczorajszego wieczoru, spędzonego z Harrym. Oglądaliśmy jeden z moich ulubionych filmów i jedliśmy, naprawdę dobre kebaby, które wprost uwielbiam. Uśmiechnęłam się, na wspomnienie tego jak spróbowałam trochę jedzenia, Brytyjczyka. Było tak piekielnie ostre, że musiałam wypić dwie porządne szklanki wody.
Widziałam, że jesteśmy już na miejscu. Harry zaparkował, samochód niedaleko wejścia na festyn. Głośne rozmowy i dziecięce okrzyki radości, były słyszalne już w aucie. Nigdy bym nie pomyślała, że Harry jest osobą, która lubi tego tupu imprezy.
- Gdzie, chciałabyś pójść najpierw? - Chwycił moją dłoń i prowadził w stronę całego zamieszania.
- No, nie wiem - uśmiechnęłam się w jego stronę. Wokół nas było pełno ludzi, którzy ustawiali się w kolejkach do różnych stoisk, żeby wygrać nagrody w danych kategoriach. Festyn musiał trwać już od jakiegoś czasu. Słońce już zachodziło, sprawiając, że niebo pogrążone było w barwach różu i błękitu, co dodawało niesamowitego uroku i romantycznej atmosfery.
Największą uwagę ludzi, a także moją przykuł ogromny, podłużny, fioletowy namiot. Naprzeciwko niego także był namiot, ale zdecydowanie cyrkowy i różniący się od poprzedniego. Mnóstwo dzieci bawiło się na dmuchanej zjeżdżali i jadło watę cukrową lub popcorn.
- Chodźmy tam - pociągnęłam go w stronę obiektu, który przyciągnął znaczną większość ludzi. W środku nie było ciemno, ale też nie za jasno. Większość pomieszczenia była oświetlona przez neony, wiszące na ściankach namiotu, lub kolorowe automaty do gier. Podeszliśmy do jednego, popatrzyłam na niego, a on posłał mi szeroki uśmiech. - Umiesz w to grać?
Spojrzałam na automat.
- Nie mam pojęcia, nawet jak to się obsługuje - zaśmiał się.


*** 

Harry, stanął za moimi plecami i położył swoje dłonie na moich, w których trzymałam pistolet.
- Trochę wyżej - mruknął i przełożył mojego palca na spust. - Musisz odciągnąć blokadę i celować.
Posłuchałam go i przegryzłam wargę w skupieniu. Zacisnęłam oczy, kiedy jego palec wywołał napór na mój, a kula z pistoletu wystrzeliła, trafiając w sam środek koła, narysowanego na betonowej ścianie.
- Trafiłam! - Krzyknęłam z radości, a Harry głośno się zaśmiał. - Gdzie teraz idziemy?
- Dom strachów?
- Nie - potrząsnęłam głową i chwyciłam jego dużą dłoń w swoja, splatając nasze palce. Słońce zaszło dawno, ale nadal było ciepło.
Brytyjczyk nachylił się i cmoknął mój policzek. Poczułam jak mój żołądek stopniowo się kurczy przez uczucie, które mną zawładnęło, gdy posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jakie tylko można by zobaczyć. No bo, boże, jest taki piękny. Jego zielone, uśmiechnięte oczy wydają się takie ciepłe, kiedy na mnie patrzy i ten szeroki uśmiech wzbogacony dołeczkami w policzkach. Włosy. Te miękkie loki o unikatowym zapachu, aż korci, żeby zatopić w nich swoje dłonie.
W tej chwili byliśmy tak blisko siebie i praktycznie nie było między nami wolnej przestrzeni. Ludzie przechodzili obok nas obojętnie, zwracając uwagę tylko na swoje dzieci lub na to, co jedli. Mój oddech zadrżał, kiedy tak po prostu patrzyliśmy się na siebie i byłam niemal pewna, że on czuje dokładnie to samo co ja. Gdzieś tam.
Położyłam ostrożnie dłoń na jego karku. Wahałam się przez chwilę, ale w końcu złączyłam nasze usta we wspólnym pocałunku. Był tak delikatny, a jego wargi takie miękkie i uwodzicielskie. Moje rzęsy bezwładnie zatrzepotały. Przyciągnął mnie odrobinę bliżej i zanurzył jedną dłoń w moich włosach, po to, żeby moje usta jak najdłużej mogły zostać przy jego. Dla innych to tylko zwykły pocałunek, dla mnie uczucie, które towarzyszy mi tylko przy jego osobie. Przy Harrym.
Moje oczy cały czas pozostawały zamknięte, a jego usta muskały kącik moich, by zaraz przenieść się na policzek i płatek mojego ucha. Mały dreszcz przeszedł przez moje ciało, gdy poczułam jego gorący oddech tuż przy uchu.
- Bądź moją dziewczyną. - Szepnął.
Przestałam na chwilę oddychać. Nie spodziewałam się tego.
- Mo. - Harry domagał się odpowiedzi. Cmoknął mój policzek ponownie i spojrzał na mnie, spod tych swoich, długich rzęs. Jego policzki stały się trochę różowe... i matko, to był najbardziej uroczy widok jaki miałam szansę widzieć. Uśmiechnęłam się ciepło i jego twarz także rozjaśnił uśmiech. Niespodziewanie chwycił moją pupę i uniósł do góry. Momentalnie zaplatałam nogi na jego talii i zaśmiałam się w głos. Oparłam swoje czoło o jego i zaśmiałam się razem z nim, po czym cmoknęłam szybko jego usta.
Czułam się jakby czas zwolnił. Byłam tylko ja i Harry. 

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 21

Ciemne chmury ciężko wisiały nad ziemią. Znosiło się na niezłą, londyńską ulewę. Za chwilę miałam skończyć pracę i nie mogłam się doczekać, no bo w końcu będzie weekend, który chciałabym spędzić z Harrym. Przez te kilka tygodni, niezaprzeczalnie bardziej się zbliżyliśmy i poznaliśmy.
Kiedy już miałam wychodzić z restauracji, przy drzwiach zatrzymał mnie mężczyzna. Był około pięćdziesiątki, może lepiej. Miał na sobie czarne dżinsy i niebieską, również dżinsową kurtkę. Wyglądał dobrze. Miałam dziwne wrażenie, że go kojarzę.
- Mo.
Ten głos. Ten sam głos, który słyszałam jedenaście lat temu.
- Tato. - Uśmiechnął się delikatnie, a ja natychmiast wpadłam w jego ramiona, ściskając mocno. Usłyszałam jak śmieję się cicho. Moje serce momentalnie  zmiękło i zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Tak dawno go nie widziałam. Nie obchodziło mnie to co zrobił. Wiedziałam, że jest wspaniałym człowiekiem, no i moim Tatą.
- Bardzo za tobą tęskniłem, kochanie.
W moich oczach stanęły łzy szczęścia.
- Ja za tobą też. Jezu, tato - popatrzyłam na niego i obaj uśmiechnęliśmy się do siebie. Chciałabym teraz powiedzieć mu o wszystkim, co działo się w moim życiu, ale też porozmawiać o jego, zupełnie odmiennym. Może teraz wiele córek, na moim miejscu nie chciałoby mieć takiego ojca. Większość ludzi uważa, że potocznie mówiąc "przestępcy", są ludźmi nienormalnymi. Ja uważam, że ci ludzie są niedocenieni, czują się niewidoczni lub chcą zwrócić na siebie uwagę. Mój tato był, jest mordercą. Zabił człowieka, dlaczego? To wie tylko on, przynajmniej tak mi się wydaję.
- Masz czas na rozmowę? - Jego głos był taki spokojny, a dotyk delikatny. Myślę, że te lata w więzieniu zmieniły go. Zmieniłyby każdego.
- Tak, oczywiście - usiadłam razem z nim, przy jednym z wolnych stolików.
Miałam po pracy pójść, do siłowni, po Harrego, ale przecież nie mogę czekać, żeby porozmawiać ze swoim rodzicem, którego tak dawno nie widziałam.
- Bardzo się zmieniłaś - stwierdził - Jesteś bardzo podobna do matki.
- Zawsze mówiłeś, że jesteśmy identyczne. - Przypomniałam.
- Ale uśmiech masz mój. - Uśmiechnął się, ale zaraz wyraz jego twarzy stał się nico smutniejszy. - Co słychać, u mamy?
W jego głosie, tym razem mogłam dostrzec zmartwienie, tak samo w oczach.
- W porządku - pokiwałam głową, żeby go przekonać.
- Ma kogoś?
- Nie i nie mam pojęcia dlaczego...
Westchnął głośno. Zauważyłam jak przygląda się mojej szyi w ciekawości.
- Co? - zmarszczyłam brwi i przeniosłam dłoń w to miejsce.
Malinka!
- To twój chłopak? - Zapytał skoncentrowany. Mogłam się założyć, że w tym momencie wyglądałam jak burak. Całkiem zapomniałam o niej, po naszych wczorajszych pocałunkach i dotykach.
- Nie do końca - przyznałam niepewnie i tak cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał.
- Jak ma na imię? Chyba zadaje za dużo pytań - zaśmiał się. - Przepraszam, po prostu, chcę wiedzieć wszystko o swojej córce.
- Mogę odpowiadać na wszystko. - Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. - Ma na imię Harry.
- Jak długo się znacie?
- Um... nie jestem do końca pewna, może mniej niż miesiąc, ale więcej niż trzy tygodnie...
Mruknął porozumiewawczo.
- Czy wy już...
- Nie - odpowiedziałam najszybciej jak tylko potrafiłam.
- No wiesz, sądząc po tej malince...
- Nie, nie. Nic z tych rzeczy.
No prawie...
Wypuścił głośno powietrze. Wyglądał, jakby kamień spadł mu z serca.
- A ty... Wybierasz się do mamy? - Tym razem ja zadałam pytanie.
Potrząsnął głową.

- Nie.
- Dlaczego?
- Nie, wiem czy chciałaby mnie widzieć.
- Kiedy zapytałam, dlaczego... no wiesz, to zrobiłeś, powiedziała, że nie wie. - przerwałam na chwilę, ale szybko kontynuowałam - Kłamała prawda?
Widziałam jak przełyka, powoli swoją ślinę. Wyjrzał przez okno, chcąc uniknąć mojego wzroku. Atmosfera między nami natychmiast się zmieniła. To nie była drobna sprawa. Zginął człowiek, z rąk mojego ojca.
- Kłamała. - Potwierdził. Ścisnęłam jego dłoń leżącą na stoliku i zaciskającą się w pięść. To go bolało.
- Nie zabiłbyś człowieka prawda?
- Ale to zrobiłem - pociągnął nosem. Oszołamiające było to jaki, uczuciowy nadal jest. Cały czas jest tym samym człowiekiem, a może nawet lepszym, bo zrozumiał swoje czyny. - Nie żałuję tego.
Te słowa, wbiły nóż w moje plecy. Nie rozumiałam.
- Jak to?
- Ten człowiek, na to zasłużył. Nie był bez winy, Claudia.
- Więc, co zrobił? - Ciekawość zżerała mnie od środka.
- Czekałem na tą rozmowę. Jesteś dorosła i masz prawo wiedzieć wszytko. - zaczął - Pamiętasz kiedy byłaś małą dziewczynką, ten dzień w którym mnie aresztowali? - Potrząsnęłam szybko głową. Ten dzień nigdy nie zniknie z mojej pamięci. - Powiedziałem: "Moim marzeniem, jest to, abyś zawsze była bezpieczna i nigdy nie spotkała cię krzywda.", dlatego to zrobiłem.
- Nie rozumiem. - Zmarszczyłam brwi.
- Ten mężczyzna, on chciał skrzywdzić każdą z was. Byłyście całym moim światem, nadal jesteście. Ty, Clara, mama... Dopuściłem do tego, że on...
Byłam cała rozdygotana. Moje dłonie niespokojnie się trzęsły, a serce waliło tak mocno, że aż boleśnie. Byłam niemal pewna, że zaraz dowiem się czegoś o czym powinnam wiedzieć od dawna, ale nie koniecznie chciałam.
- On, zrobił okropną rzecz waszej matce i ja nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli. Zrobiłem to, bo bałem się o was i waszą przyszłość.
Zaraz, zaraz co?!
- Co zrobił?
Tato wpatrywał się tępo w blat stołu.
- Tato, odpowiedz.
Nadal nic. Schował twarz w swoich dłoniach, ale po chwili znów na mnie spojrzał pełen niepokoju.
- Tato.
- Zgwałcił ją.
Przestałam na chwilę oddychać, gdy jego słowa do mnie dotarły. To niemożliwe. Wpatrywałam się w przestrzeń, przed sobą, a w moich oczach zgromadziły się łzy, które za chwilę spłynęły po moich policzkach, niemal parząc moją skórę. Spodziewałabym się wszystkiego, ale nie tego...
Zakryłam usta dłoniom i zachłysnęłam się powietrzem, chcąc powstrzymać łzy. Niestety to mi się nie udało. Mama. Moja własna mama, została skrzywdzona i nie wiedziała o tym, że ja również. To było najgorsze.
- Nie płacz. Proszę. - Chwycił moje dłonie, a ja zacisnęłam mocno oczy.
- Powiedz, że to nie prawda - popatrzyłam na niego pełna nadziei. Nic nie odpowiedział. Moje emocje były nie do opanowania. Czułam się strasznie. Chciał nas chronić. To wszystko dlatego. Dla nas.
- Claudia, to minęło. Teraz jest już w porządku.
- Nie. Ty nie rozumiesz. - Wydukałam. Wytarłam swoje łzy. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem, pomyśleć o tym, co właśnie usłyszałam. - Muszę już iść.
Wstałam szybko i zabrałam swoją torbę.
- Jeszcze się zobaczymy.
- Do zobaczenia. - Pocałowałam go w policzek i szybo wyszłam z restauracji. Świerze powietrze, w cale nie zadziałało lepiej. Nie mogłam siedzieć tam bezczynnie i dalej rozmawiać z moim tatą. W sumie nie dziwiło mnie to, że mama nic mi nie powiedziała. Ja, też jej nie powiedziałam, bo nie chciałam jej martwić. Jesteśmy takie same. Dotknięte.
Ludzie posyłali mi współczujące spojrzenia, widząc zaczerwienione od płaczu oczy. Usłyszałam wołanie swojego imienia, ale mimo to nie zatrzymywałam się. Panowały mną emocje, których za nic nie mogłam uspokoić.
- Claudia, dlaczego po mnie nie przyszłaś... - Wesoły ton Harrego, od razu przygasł, gdy zobaczył mój stan. - Co się stało? - lustrował moją twarz spojrzeniem, a moja warga niebezpiecznie zadrżała. Harry natychmiast przytulił mnie do swojej postawnej, męskiej sylwetki, w której czułam się tak bardzo komfortowo. - Już dobrze. W porządku. - Szeptał.


***

- Tak mi przykro.
- Już w porządku - uśmiechnęłam się słabo.
Siedziałam na kolanach Harrego, otulona ciepłym, miękkim kocem. Moja głowa ciężko leżała na jego ramieniu, a piękny zapach męskich perfum, zmieszany z jego szamponem koił moje zmysły. Krople deszczu wydawały charakterystyczny odgłos, zderzając się ze szklaną powierzchnią okna. Było mi tak dobrze. Ciepło bijące od jego ciała, było lepsze od jakiegokolwiek koca.
- Jutro jest festyn... Miałabyś ochotę pójść ze mną? - Zapytał nagle, a jego dłoń spoczęła w moich włosach. 
- Festyn? - Zmarszczyłam brwi i usiadłam tak, żeby widzieć jego twarz. Nasze palce u jednej ręki były splątane razem .
- No wiesz, różne gry, wata cukrowa i inne pierdoły. - Wsunął pasemko moich włosów, za ucho i potarł mój policzek. 
Uśmiechnęłam się.
- Z chęcią. - Pokiwałam głową, a uśmiech Harrego, przyprawił mnie o przyjemne dreszcze. Wsunęłam jedną dłoń w jego bujne włosy, tylko po to, żeby za chwilę odgarnąć je do tyłu. Podniósł nasze splatane dłonie do swoich ust i zaczął cmokać, każdego z moich knykci po kolei. Jego zielone oczy dokładnie wpatrywały się w moje, niebieskie. Westchnęłam ledwie słyszalnie, kiedy delikatnie zassał skórę mojego nadgarstka. Uśmiechnął się i odgarnął włosy z mojego ramienia, odsłaniając ciemno-bordową malinkę. Przysunął mnie bliżej, a jego ciepłe wargi, delikatnie muskały zaczerwienioną skórę. Zamknęłam oczy, pod wpływem czułego dotyku, malinowych ust. Położyłam obie dłonie na szyi Brytyjczyka, a jego powędrowały ma moją talię. Jego kciuki zataczały małe kółka na moich bokach, powodując gęsią skórkę. Podniósł mnie lekko, tylko po to, aby położyć na chłodnej powierzchni, skórzanej kanapy. Nie wiedziałam co ma zamiar zrobić, ale miałam pewność, że będzie to przyjemne. Moje serce przyśpieszyło swój rytm, co miało wpływ na mój oddech, który stał się znacznie płytszy. Harry połączył nasze usta, a jego język powolnie pieścił mój. Jęknęłam w jego usta, gdy przesunął opuszkami palców przez całą długość mojej talii. Potężne dreszcze i gęsia skórka, sprawiły, że chłopak nade mną uśmiechnął się dumnie. Jego dotyk nie był dla mnie drażliwy. Wręcz przeciwnie, sprawiał mi przyjemność. Zdążyłam, już zaakceptować, to że jestem przez niego dotykana i nie czułam się z tym źle. Ponieważ to Harry.
Pocałunkami zszedł na moje kości obojczyka, co jakiś czas zasysał wrażliwą skórę. Nie wiedziałam gdzie podziać ręce. Jedną z nich chwycił brunet i ścisnął ją, dodając poczucia bezpieczeństwa i troski. Podwinął trochę moją bluzkę i muskał skórę mojego brzucha.
Wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia się rozpłynęły, przez chłopaka z lokami.
- Masz taką miękką skórę, Mo. - Wymruczał pomiędzy, miłosnymi pocałunkami i delikatnymi ugryzieniami. Jego duża dłoń zmierzała ku górze, aż po moją klatkę piersiową. Ścisnął moją pierś, ukrytą pod koronkowym materiałem biustonosza. Pisnęłam zabawnie i poruszyłam się pod nim niekomfortowo. - W porządku?
Zmarszczył brwi, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Pojawił się nade mną i pocałował mój nos.
- Po prostu się tego nie spodziewałam.
Rumieńce oblały moje policzki.
- Mogę?
Potrząsnęłam niepewnie głową, a on szybko pozbył się mojej koszulki. Wsunął moją dłoń w swoje włosy, gdy zaczął oznaczać ścieżkę swoimi pocałunkami w dół mojej klatki piersiowej, która unosiła się w nieładzie. Znów zassał moją skórę, ale tym razem znacznie mocniej. Zacisnęłam oczy i pociągnęłam za jego loki, co spotkało się z jego głośnym warknięciem. O mój, Boże. Wsunął palca za koronkę mojego stanika, a mój sutek momentalnie stwardniał, w kontakcie z jego dotykiem. Zsunął ramiączko mojego stanika, pozostawiając pocałunki w miejscu, gdzie wcześniej spoczywało, to samo zrobił po drugiej stronie. Ścisnął moje piersi, w czasie kiedy, nasze wargi znów cieszyły się swoją bliskością. Zszedł ustami na klatkę piersiową. Celowo zahaczył opuszkiem palca o mój sutek, by za chwilę obiąć go swoimi pełnymi wargami. Zacisnęłam palce w jego włosach, co chwila powtarzając tą czynność. Wszystko co robił, wywierało dodatkowe uczucia, które odbijały się echem w moim podbrzuszu. Jeszcze przez chwilę swoją uwagę poświęcił moim piersiom, ale szybko wrócił, do moich ust ponownie namiętnie całując. Zaśmiał się, kiedy próbowałam zabrać jego dłonie, z mojej klatki piersiowej i poprawić biustonosz.
- Idealne - szepnął, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, kiedy dostrzegł moje zmieszanie i rumieńce na policzkach. - Jesteś cudowna.
Zmarszczyłam nos, gdy znowu mnie w niego pocałował.
-Masz na coś ochotę? Jesteś głodna?
- W sumie, tak, zjadłabym coś. - Przyznałam zaraz po tym, jak Harry pomógł mi założyć z powrotem koszulkę.
- Lubisz kebab?
Poruszył znacząco brwiami. Zaśmiałam się i pokiwałam głową.
- Tak.
- Może jeszcze obejrzymy film? Jakie lubisz?
- Możemy obejrzeć "Nietykalni"? Kocham ten film. - Przyznałam.
- Jeszcze go nie widziałem.
- Naprawdę?