niedziela, 12 października 2014

Rozdział 39

Moje emocje buzują i naprawdę nie wiem co mam ze sobą zrobić. Przemyślałam już chyba, najgorsze ze scenariuszy, ale nadal nie mam pojęcia o co chodziło Perrie. To jest to uczucie, kiedy dosłownie rozsadza cię od środka, a ty musisz siedzieć w jednym miejscu bo i tak nic nie zrobisz. To jest, cholera, takie wredne!
- Claudia, spokojnie, to nie może być nic strasznego. Na pewno nic wielkiego się nie stało - rzucił Harry, a ja byłam zdumiona, jak może być taki spokojny?
- Rozmawiałam z Perrie, przez telefon. Ona nie mówiła normalnie, Harry.
- To znaczy, jak?
- Bała się. Mówiła, że muszę coś zobaczyć.
Zaczęłam obgryzać swoje paznokcie. Czułam stres i adrenalinę.
- Staraj się nie myśleć o tym intensywnie.
Popatrzyłam na niego, jakby powiedział największą głupotę świata. Na chwilę oderwał swój wzrok od drogi, a zauważając to, jak na niego patrzę znacznie przyśpieszył. Słońce z każdą minutą było coraz niżej, my za to - coraz bliżej Londynu. Mamie było przykro, że wyjechaliśmy, ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam tam siedzieć bezczynnie, nic nie robiąc.

Szybko wysiadłam z auta, od razu, kiedy Harry zatrzymał jeepa. Niemal pobiegłam do domu. Ściągnęłam buty w pośpiechu i wpadłam do salonu. Perrie i Zayn siedzieli na kanapie, oglądając telewizje. Blondynka spojrzała w moja stronę.
- Claudia. - Wstała i przytuliła mnie.
- Hej, o co chodzi?
- Nie wiedziałam, że przyjedziecie tak szybko - pociągnęła mnie za rękę w stronę kuchni. - Harry jest?
- Tak.
W tym momencie mój chłopak, jak i przyjaciółki weszli do pomieszczenia. Usiadłam przy wyspie kuchennej, obserwując jak Pezz krząta się po kuchni i chyba ma zamiar zrobić nam herbatę.
- Więc, od czego by tu zacząć... - westchnęła.
- Od początku - narzuciłam. Chciałam już wiedzieć, jaki jest problem. Wskazałam gestem, aby Harry podszedł do mnie. Tak też zrobił i chwycił moją dłoń w swoją, delikatnie muskając ustami policzek.
- No dobrze, zdaje się, że wciągu tych kilku dni zdarzyło się więcej niż powinno.
- Po prostu powiedz o co chodzi! - popędził ją Brytyjczyk. Perrie spiorunowała go wzrokiem. Zayn stał obok, w ciszy i całkowitym opanowaniu.
- Nie podnoś głosu, bo to tyczy się was. Wasz eee, popaprany związek chyba wszystkim przeszkadza.
- Perrie, przestań - mruknął Zayn.
- Co to ma niby znaczyć? - zmarszczyłam brwi, nie do końca zorientowana.
- Perrie, nie po to ich tu ściągnęłaś. Powiedz o co chodzi i skończ z tym cyrkiem.
- Dziękuję, Zayn - ochrypły głos wysokiego chłopaka z lokami zabrzmiał w sarkastyczny sposób.
Przewróciłam oczami na wymianę ich zdań.
- Okej, więc po pierwsze Jake.
Na chwilę przestałam oddychać, słysząc to imię. No tak, on nadal jest w pobliżu i nie wiemy do czego jest zdolny. Harry ścisnął moją dłoń w pocieszającym geście.
- Co z nim?
Perrie zaczęła szperać w jednej z szuflad. Posłałam zmartwione spojrzenie zielonookiemu, a on stanął za mną i otoczył swoimi ramionami. Dla innych mogło to wyglądać jak zwykły uścisk, dla mnie jest to oznaka bezpieczeństwa i tego jak bardzo, Harry stara się o mnie troszczyć.
- Nie jestem pewna czy to od niego, ale żadne racjonalne wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy. - Położyła przede mną kartki, jakby wyrwane z zeszytu, lub notesu. Musiałam zmrużyć oczy, żeby doczytać się drobnego pisma:

Skarbie, to że uciekniesz na kilka dni ze swoim kochasiem, od niczego Cię nie uratuje.
Myślę, że jeszcze nie skończyliśmy, lub może w ogóle nie zaczęliśmy?
Zabawa się dopiero rozkręca, Claus. 
AA.

Moje serce zamarło, czytając tą wiadomość. Nie chcę myśleć, co jest w trzech innych i nawet nie ośmielę się, żeby je przeczytać. Jednak najbardziej, zastanowiły mnie inicjały na końcu wiadomości. AA? Dlaczego, skoro to pisał Jake?
- AA? - zmarszczyłam brwi.
- No właśnie. Dlatego nie jestem pewna, czy to Jake.
- To na pewno on, tylko on mówi na mnie Claus.
- Dupek - syknął Harry odkładając, wszystkie kartki.
- Dlaczego, nie pójdziecie z tym na policje?
- Bo oni i tak nic nie zrobią? - Perrie prychnęła.
- Poza tym, gliny mnie nie lubią - zaczął Harry. - Miałem kilka spraw, dotyczących mojej agresywności...
Zamknęłam oczy, czując wewnętrzny ból, spowodowany moją bezradnością. Nie mogę uwierzyć w to, że ten piękny chłopak, jest zdolny popaść w taką agresje. Harry zakrył się grubą skorupą, która ukazuje niegrzecznego, twardego mężczyznę pozornie nie bojącego się niczego. Tak naprawdę chowa w sobie, niezwykłą opiekuńczość, czułość i delikatność. Jest niezwykle uczuciowy, tylko nikt inny tego nie dostrzega. On sam, już nie wie jaki jest, bo tak bardzo przywykł do tej twardej warstwy.
- Zastanówmy się dlaczego, akurat te inicjały?
- Może myślał, że nie będziemy wiedzieć, od kogo to? - zaproponował Mulat sącząc swoją ciepłą herbatę.
- On nie jest taki głupi, na jakiego wygląda - powiedziałam, a cztery pary oczu spoczęły na mnie. Przełknęłam niepewnie ślinę. - Ma na nazwisko Abel - przypomniałam sobie.
- To tylko jedno A.
- Więc może drugie A, to całkiem inne imię? To głupie, po co to robimy, to nie ma większego znaczenia - marudził Zayn. - Chodźmy się napić i zamówmy pizze!
Pezz parsknęła śmiechem i klepnęła go w czoło.
- Ej, to nie jest głupie. - Wstałam z krzesła, jakby nagle mnie olśniło i chyba tak było. - Zobaczcie, może Jake myślał, że zignorujemy te inicjały, bo od razu będziemy wiedzieć od kogo są - wskazałam palcem na okropne zdrobnienie mojego imienia. - Abel to jego nazwisko, ale drugie A może być całkiem inną osobą, która też jest nam nieprzyjazna, lub raczej mi.
- Och! Zastanówmy się, kto ma imię na A i nienawidzi Claudii? - Zapytał Harry w taki sposób, że od razu wiedziałam o co mu chodzi.
- Alice.
- Uuu... Macie przerąbane - stwierdził ciemnowłosy.
Wzięłam drżący oddech i czułam jak coś gorącego rozlewa się w moim wnętrzu. Miałam ochotę się rozpłakać, bo co my mamy niby teraz zrobić? Czekać na cud?
- Jest jeszcze coś. - Perrie spojrzała na mnie w jej oczach dostrzegłam troskę i zmartwienie w jednym. - Z twoim tatą jest coraz gorzej, wczoraj dzwonił ze szpitala.
Moja warga zaczęła niebezpieczniejsze drżeć, a pod powiekami zbierała mi się cała studnia łez.
Nie płacz, nie płacz, nie płacz. W ciszy wyszłam z kuchni, kiedy samotna łza stoczyła się po moim policzku. Zamknęłam się w łazience i stanęłam przed lustrem. Widziałam w nim smutną, wyrzutom z życia dziewczynę, której oczy świeciły się, przez stojące w nich łzy. Zacisnęłam je mocno, a cichy szloch opuścił moje usta. Ściskałam brzeg umywalki i dałam ulecieć swoim emocjom. Słyszałam, że ktoś wchodzi do łazienki, ale nie zwróciłam na to uwagi. Poczułam, jak szerokie ramiona zamykają mnie w uścisku, zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Harry splątał nasze dłonie, a ja ściskałam go tak mocno. Wiedział, że to nie jest dla mnie łatwe.
Moja przyszłość właśnie wraca, co oznacza nowe problemy, a tato? Po prostu przyszedł, żeby odejść. Tak jest w życiu. Ludzie przychodzą i odchodzą, muszę się tego nauczyć.
To takie nie fair.
Mogę sobie pomyśleć, że inni mają gorsze powody do płaczu, ale to nie znaczy, że ja nie mogę płakać, prawda? Przecież, chłopak, który prawie mnie zgwałcił i rozciął mi skórę na nogach właśnie wrócił i wszyscy wokół mnie są zagrożeni. Alice, czyli była dziewczyna Harrego, która jest ohydnie zazdrosna, już pokazała na co ją stać. Najwidoczniej czuję niedosyt, bo nie osiągnęła tego, co chciała. To jest takie okropne. Dlaczego, ludzie tacy są? Dlaczego, chcą za wszelką cenę, niszczyć życie drugiej osoby? Już całkiem tego nie rozumiem.  

- Ciii... kochanie. - Całował moje włosy. Cała się trzęsłam i nie mogłam opanować tej rozpaczy. Czułam jak serce podchodzi mi do gardła, a przełknięcie tej guli było bardzo trudne. Gdybym miała otwarte oczy z pewnością nic bym nie widziała, a nawet jeśli to wszystko stało by się rozmazane. - Chodź.
Pociągnął mnie w stronę wyjścia, ale ja się zaparłam. Nie mam ochoty nigdzie iść. Chcę po prostu tu zostać i płakać.
- Claudia.
Jedną ręką nadal trzymałam się umywalki. Stanął obok mnie i chwycił moją twarz i dłonie. Otworzyłam oczy, żeby móc dostrzec jego piękne, zielone. Zostawił długi pocałunek na moim czole. Oparłam głowę o jego ramię i pozwoliłam, sobie cicho szlochać. Chwycił moje uda i podniósł mnie. Moje małe dłonie zachłannie trzymały się szyi chłopaka, kiedy niósł mnie w stronę sypialni. Zanim się obejrzałam, już leżałam na nim a on na miękkiej pościeli. Łzy same leciały, a ja coraz bardziej traciłam siły. Harry delikatnie gładził moje włosy i całował moją dłoń. To wszystko miało jakieś działanie kojące, a ja czułam się bezpieczna. Jestem mu wdzięczna za to, jaki jest wyrozumiały. Leżeliśmy tak, całą wieczność.
- To wszystko przeze mnie - zaczęłam, przerywając ciszę. Mój głos był trochę łamliwy.
- Co ty mówisz? - zapytał, ale bardziej brzmiało to jak stwierdzenie.
- Przeze mnie są te wszystkie problemy. Jestem dla was ciężarem.
Kiedy to powiedziałam na głos, uderzyło we mnie dwa razy mocniej. Bolało, i to bardzo.
- Nie mów tak, to nie prawda.
- Tak jest, Harry. Co mam robić? Nie chcę sprawiać wam, żadnych kłopotów, a Jake raczej nie żartuję.
- Mo, to jest nasz wspólny problem i rozwiążemy go razem, jasne? Obiecuję, że nic ci się nie stanie. Ani tobie, ani Perrie. Jestem przy tobie i nigdzie się nie wybieram.
Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej i chciałam tak zostać na zawsze. 
- Bardzo cię kocham - szepnął. Zacisnęłam oczy. Uwielbiam słyszeć te słowa, kiedy wypadają z jego ust. Brzmią tak miękko, kojąco i prawdziwie. Spojrzałam na niego z dołu, lecz nie wiele mogłam zobaczyć. Pokój był pogrążony w ciemności, a w tej ciemności byliśmy tylko i wyłącznie my.
- Harry? - Splątałam nasze dłonie.
- Mhm?
- Obiecasz mi coś? - nie wiem dlaczego szeptałam, nie chodziło o to, że boję się mówić na głos lub jestem onieśmielona, nie. Pragę, żeby słowa wypowiadane między nami, były nasze. Nikt nie musi o niczym wiedzieć. Wystarczy, że on wie. My wiemy.
- Co takiego?
- Że... - spojrzałam na nasze dłonie, ale szybko się ocknęłam. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i znów nie mogłam uwierzyć, że jest mój. Harry jest mój i nikogo innego. Mój. - Że nigdy mnie nie zostawisz.
Jego usta rozchyliły się delikatnie, za chwilę mocno mnie do siebie przytulił.
- Nigdy cię nie zostawię - szepnął. Rozumiał. - Zawsze będę przy tobie, bez względu na wszystko. Obiecuję. - Pocałował mnie w skroń. - Obiecuję, kochanie.
Kilka kolejnych łez spłynęło po moich policzkach, tym razem to łzy szczęścia. 

______________
Hej! Ten rozdział wyszedł, chyba krótszy niż miałam to w zamiarze, ale następny będzie dłuższy :) Mam nadzieję, że wam się podoba, bo teraz to się będzie dziać! Huhu, akcja się rozkręca i sama nie mogę się doczekać! Do niedzieli, kochani zostawcie po sobie komentarz, z góry dziękuję ♥ 

niedziela, 5 października 2014

Rozdział 38

Otworzyłam oczy, ale tak szybko jak to zrobiłam, tak szybko je zamknęłam. Obok mnie było pusto i nigdzie nie dostrzegłam chłopaka. Wsparłam się na łokciach i przetarłam zaspane oczy. W pokoju było rześko, pewnie ze względu na to, że drzwi balkonowe były otwarte całą noc. Wysunęłam się spod ciepłej pościeli, a wstając poczułam swoje mięśnie, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia. Założyłam koszulę Harrego i uśmiechnęłam się, czując na niej jego zapach. Powolnym krokiem ruszyłam do salonu, który w świetle poranka, skąpany był w ciepłym słońcu Holmes Chapel. Teraz Apartament wydawał się zupełnie inny. Ściany były białe, a meble bardzo ciemne, niemal czarne. Do tego dodatki, takie jak zielone rośliny w czerwonych donicach. Ładnie i nowocześnie.
Poczułam przyjemny zapach bekonu i jajek. Natychmiast nabrałam ochoty na jedzenie i skierowałam się do kuchni. Harry stał do mnie tyłem. Miał na sobie jedynie bokserki i teraz mogłam z bezkarnie podziwiać jego umięśnione plecy, szerokie ramiona, wąskie biodra i naprawdę długie nogi. Potrafiłabym patrzeć na niego bez przerwy i nigdy by mi się to nie znudziło. Podeszłam bliżej i przytuliłam go od tyłu. Ciało chłopaka było takie ciepłe, a skóra przyjemnie miękka w dotyku.
- Dzień dobry, skarbie - przywitał się. Zamknęłam oczy, rozkoszując się głębią jego głosu. Był teraz taki spokojny i miał chyba dobry humor.
- Dzień dobry. Robisz śniadanie?
- Kolacje - odpowiedział sarkastycznie. Przewróciłam oczami. Cmoknęłam nagie plecy bruneta, by stanąć obok niego.
- O której wstałeś?
- Niedawno. Nie chciałem cię budzić - uśmiech rozświetlił jego twarz - Słodko spałaś.
Chyba się zarumieniłam.
Harry nałożył jajecznicę na dwa talerze.
- Idziesz? - Zapytał. Zabrał śniadanie i poszedł w stronę dużego stołu jadalnego. Podążyłam za nim i zajęłam miejsce naprzeciwko. Smakowało wyśmienicie. Kiedy tak siedzieliśmy w ciszy i wymienialiśmy spojrzenia, wypełnione czymś, czego nawet nie umiem nazwać, przypomniałam sobie, że powinnam zadzwonić do Perrie. Całkiem o niej zapomniałam.
- O kurczę - jęknęłam.
- Co?
- Muszę zadzwonić do Perrie.
- Zadzwonisz, jak wrócimy do twojej mamy - wzruszył ramionami. Westchnęłam, ale musiałam się na to zgodzić. Z resztą nie miałam teraz ochoty, słuchać jej wywodów, jak źle zrobiłam i robię ze swoim życiem. Pezz, jest lekko nadopiekuńcza i częściej nie ma racji w tym co mówi.
- A, jak wrócimy? Chyba nie mamy auta.
- Możemy się przejść, to nie jest daleko...
Nie!
- Harry, jestem trochę, eee... obolała? - Nie chciałam być marudna, ale też nie chciałam iść pieszo.
Usta Brytyjczyka wygięły się w szerokim uśmiechu, ukazując zęby i wzbogacając policzki, o urocze wgłębienia.
- Bawi cię to? - Uniosłam brew i starałam się zachować powagę, chodź nie było to łatwe.
- Nie, ciesze się, że to dzięki mnie - puścił do mnie oczko. Mój wzrok spadł na jego nagą klatkę. Dostrzegłam fioletową malinkę na jego obojczyku, która była skutkiem naszych gorących czynności. Kącik moich ust powędrował ku górze. Odchrząknął i zauważyłam, że przypatruję mi się spod przymrużonych powiek. - Do twarzy ci w tej koszuli.
Spojrzałam na nią i zapięłam jeden guzik, który ukazywał mój dekolt.
- Dzięki - uśmiechnęłam się. Czułam jak na moje policzki wpływa rumieniec i palą z gorąca. Harry odgarnął swoje włosy z czoła i poprawił swoją pozycję na krześle. Jego głowa przekręciła się w prawo, a na usta wstąpił przebiegły uśmieszek.
- Powiedz mi jeszcze, że nic pod nią nie masz. - O, Boże, chyba płonę.
Spuściłam wzrok na końcówkę jajecznicy na talerzu i kawałek bekonu.
- Claaaudia. - Niepewnie popatrzyłam na niego i nie mogłam się nie uśmiechać, kiedy jego usta to jeden wielki banan. Oblizał, cholernie prowokacyjnie, swoje usta i przegryzł wargę. Zacisnęłam uda pod stołem czując to dziwne napływanie pożądania. Ach, te jego wspaniałe usta, które tak świetnie całują i jego język, który... świetnie robi inne rzeczy... Jego oczy pociemniały, bacznie mnie obserwując. - Jak było wczoraj?
Gwałtownie wciągnęłam powietrze nosem i chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią. Moją głowę zasnuły wspomnienia, ze wczorajszej nocy. Delikatność Harrego i opiekuńczość, dobierała mi mowę. Każdy dotyk zdawał się być cudowny. Przy nim czułam się wyjątkowo, jakby świat był tylko nasz. Widziałam tylko go i myślałam tylko o nim. Ciekawe, czy on czuł to samo?
- Było... dobrze.
- Dobrze? - uniósł brwi.
- No wiesz, nie mam żadnego porównania - wzruszyłam ramionami.
- Podobało ci się?
To mało powiedziane!
- Tak... - Jejku, pewnie wyglądam jak burak.
- Mi też, nawet bardzo. Chodź - wstał.
- Gdzie?
- Wziąć kąpiel.
Przegryzając wargę, podeszłam do niego. Lekko się skrzywiłam. To naprawdę dziwne uczucie i skutek przedarcia się przez moje dziewictwo. Mimo wszystko cieszę się, że to zrobiłam. Harry podniósł mnie, jak pannę młodą i zaniósł do łazienki, która zaczęła wypełniać się wilgotnym powietrzem, przez parującą wodę. Wpatrywaliśmy się w siebie i dzieliło nas kilka, długich centymetrów. Czułam to gorąco napływające w dolne partie ciała. Zrobiłam krok bliżej mojego chłopaka i zarzuciłam mu rękę na szyję. Nasze usta z pasją ocierały się o siebie i było to najlepsze, co mogło być na tym świecie. Te piękne, pełne, malinowe wargi. Ręce bruneta błądziły po moich plecach, aż odnalazły pośladki. Ścisnął je, na co niekontrolowanie jęknęłam. Kochałam jego dotyk. Wywoływał u mnie dreszcz emocji i podniecenia. Czułam to, tylko przy nim. Oderwaliśmy się od siebie, łapczywie oddychając. Harry wpatrywał się prosto w moje oczy, a ja w jego. Prawda jest taka, że gdybym nie była tak obolała, zrobiłabym to jeszcze raz. Teraz.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa.
Uśmiechnęłam się. Jego palce u jednej dłoni, rozpinały kolejne guziki koszuli, ukazując coraz więcej. Całowałam linię jego szczęki, wsłuchując się w głębokie oddechy, które co chwilę wydostawały się z jego płuc. Uwielbiam tą wzajemną bliskość. To jak nasze ciała same lgną do siebie, jakby przyciągał nas niewidoczny magnez. To jak rozmawiamy, śmiejemy się i całujemy... To wszytko. Gesty i słowa przepełnione, są czystą miłością.
Miłością dwóch ludzi, którzy są gotowi zrobić dla siebie wszystko. Wybaczyć największe błędy i dalej ufać.
Pragnę już do końca swoich dni, budzić się i widzieć ten uśmiech. Czuć ten zapach i szerokie ramiona, które zamykają mnie w uścisku. Słyszeć głęboki, ochrypły głos, szepczący mi do ucha. A najbardziej pragnę kochać go i być kochaną, przez niego.
Delikatny materiał zsunął się z moich ramion, pozostawiając mnie całkiem nagą, w bladym świetle dnia. Harry pozbył się swoich bokserek z głupkowatym uśmiechem. Zaśmiałam się, kiedy lekko się schylił i pokazał ręką na wannę. Weszłam do niej powoli, a gorąca woda delikatnie szczypała moją skórę. Brytyjczyk wszedł za mną i przyciągnął mnie do swojej klatki. Odgarnęłam włosy na jedno ramie. Miękkie usta, spoczęły na moim ramieniu. Zamknęłam oczy i całkiem się o niego oparłam. Mięśnie w całym rozluźniały się pod jego dłońmi, które rozprowadzały pachnący olejek na moim ciele.

***

Zeszłam z ramion Harrego, żeby bezpiecznie wejść do domu. Drzwi były otwarte a ze środka, wypływała cicha, przyjemna muzyka. Rzuciłam chłopakowi zdziwione spojrzenie, on tylko wzruszył ramionami. Ruszyliśmy do salonu, skąd dobiegały rozmowy. Pisnęłam podekscytowana. Na kanapie siedziała moja mama, z niejaką Polly. Nie widziałam jej chyba od czasu skończenia średniej szkoły, do której razem chodziłyśmy. Polly, jest jedną z tych koleżanek, z którymi można pozwolić sobie na wszystko. Jest bardzo otwarta, śmiała i wylewa się z niej pozytywna energia.
Zmieniła się. Wcześniej miała piękne, proste włosy sięgające do pasa, teraz krótkie, aż za ucho w rudym odcieniu. I tak wyglądała olśniewająco. Jej oczy były mocno podkreślone, tak samo jak pełne, czerwone od szminki usta. Podeszła do mnie i przytuliła naprawdę mocno.
- Tak za tobą tęskniłam, myszko! - Jej głos zaszedł delikatną chrypką i szkockim akcentem. Jej ojciec był Szkotem, a mama Brytyjką.
- Ja za tobą też.
Złapała mnie za ramiona i przyjrzała się od góry, do dołu. Ja jej też. Miała na sobie białą koszulę, na grubych ramiączkach, zapiętą pod samą szyję i schowaną w dżinsy, które z kolei idealnie opinały jej piękne długie i smukłe nogi. Zawsze jej ich zazdrościłam.
- Ależ z ciebie laska!
Zaśmiałam się i zauważyłam, że jej wzrok powędrował za moje plecy. Odwróciłam się i trochę przesunęłam, żeby, no cóż pochwalić się moim chłopakiem. Zawsze to Pol miała przystojnych, ciekawych mężczyzn przy swoim boku. Teraz moja kolej.
- Harry - wyciągnął do niej dłoń i uśmiechnął się półgębkiem.
- Polly - przyjęła jego rękę i potrząsała nią. Rzuciła mi spojrzenie pełne podziwu, co znaczy, że jest w szoku. Udało mi się zszokować Polly Nelson, o tak!
Pomachałam na powitanie swojej mamie.
- No chodźcie, nie będziecie tak stać. Napijecie się wina?
- Z chęcią - pociągnęłam Harrego, w stronę kanapy.

Mijały kolejne długie minuty, kiedy siedzieliśmy w salonie. Ja, mama i Polly dyskutowałyśmy na jakieś typowo babskie tematy, w czasie gdy Harry był zajęty swoim telefonem. Przytakiwał i wydawał się być niezainteresowany. Nie dziwię mu się. przeprosiłam na chwilę i wyszłam z salonu. Musiałam zadzwonić do Perrie, inaczej mnie zabije.
Jeden sygnał. Drugi, trzeci.
- Claudia, na litość boską! Co się z tobą dzieje? - jej karcący głos, zabrzmiał w słuchawce.
- Ciebie też miło słyszeć, Pezz - przewróciłam oczami. - Zapomniałam, sorry.
- Kiedy wracacie?
- Nie wiem, dlaczego pytasz?
Głośno westchnęła.
- Mo, nie chcę cię martwić, ale jest coś co powinnaś zobaczyć - ton dziewczyny diametralnie uległ zmianie.
- Co takiego?
- Raczej nic dobrego. Kiedy wrócicie do Londynu, radzę ci się trzymać Harrego...
- Zmieniłaś o nim zdanie? - Uniosłam brew. Kompletnie nie miałam pojęcia, o co jej chodzi.
- Nie o to chodzi. Moglibyście wrócić, jeszcze dziś, lub jutro nad ranem? To ważne, a ja coraz bardziej wpadam w panikę.
- Zaraz, Perrie, o co chodzi?
- Po prostu przyjedźcie, to nie jest rozmowa na telefon.
- To nie są żadne żarty?
- Nie, Mo. Błagam, po prostu wracajcie już.
- No okay. Do zobaczenia.
Rozłączyła się.