sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 20

Hej! Na wstępie chciałam zadedykować ten rozdział dziewczynie, która prosiła mnie o to już dawno i stwierdziłam, że ten rozdział będzie dość dobry. Ta dziewczyna to @Zoolka123, przez którą już nie jeden raz miałam strasznego banana na twarzy, dzięki jej komentarzom. Dziękuje Ci za to mooocno x
I chciałabym jeszcze bardzo podziękować @luvmypinkshawty, bo kocham jej komentarze i zawsze na nie czekam pod każdym rozdziałem. ♥
MIŁEGO CZYTANIA!
Dziękuje, kochane!


- Po co tu przyszliśmy? - Zapytałam zaciekawiona. Harry, ciągnął mnie za sobą w stronę basenu. Było już ciemno. Przez wielkie okna wdzierało się światło księżyca i ten szczególny blask nocy. Spokojna woda w basenie rzucała swoje odbicie na ściany, pokryte kafelkami. Czuć było mocny zapach chloru, ale też zapach Harrego. Byliśmy sami. Tylko my i wielka płyta wody.
- To miejsce, w które chciałem cię zabrać - uśmiechnął się i odłożył swoją sportową torbę, którą wcześniej wyciągnął z samochodu, zaparkowanego przed siłownią.
- Dlaczego, akurat tutaj? - Rozejrzałam się dookoła.
- Uznałem, że to będzie romantyczne.
Gdy na niego popatrzyłam, stał w miejscu już bez koszulki. Motyle w moim brzuchu dawały o sobie znać, na ten widok. Jego piękna, umięśniona sylwetka, była oświetlona tylko przez światło, odbijające się od tafli wody.
- Kobiety to lubią - wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się, ale natychmiast odwróciłam wzrok, gdy zaczął ściągać swoje spodnie. Poczułam jego obecność przy sobie. Palcem przesunął moją głowę, tak, żebym mogła spotkać się z jego pociągającym spojrzeniem. Zielone, uśmiechnięte oczy wpatrywały się we mnie. Próbowałam zapamiętać, każdy najmniejszy detal jego pięknych rysów, dopóki był tak blisko.
- Więc... - zaczął niepewnie - masz ochotę się popluskać?
Rozbawienie błysnęło w jego oczach. Wróciłam wzrokiem na basen. Nie chciałam się po raz kolejny przed nim obnażać. Nie chciałam, żeby widział moje blizny. Nie chciałam, żeby ktokolwiek je widział. Nie miałam pojęcia dlaczego, tamtego dnia pozwoliłam mu się, tak bardzo zbliżyć. Zaufałam mu, i nie żałuję tego.
- Hej. - Znów przekręcił moją głowę. - Zatańczysz ze mną?
- Bez muzyki? - zmarszczyłam brwi.
Harry zbliżył się do mnie i położył swoje, duże dłonie na mojej talii. Nachylił się nieco i zaczął się powoli poruszać. Położyłam niepewnie dłonie ja jego, szerokich ramionach. Delikatnie cmoknął mój policzek i wsunął palce za gumkę spódniczki, ciągnąc w dół, a ta opadła na moje kostki. Teraz zostałam tylko w samej koszuli.
- Co robisz? - Zapytałam zszokowana, kiedy przyciągnął mnie do siebie i lekko uniósł.
- Weź głęboki wdech - uśmiechnął się.
Zanim się zorientowałam co się dzieje, byłam już pod wodą razem z chłopakiem. Gdy się wynurzyliśmy przy jego pomocy, kurczowo trzymałam się umięśnionej sylwetki.
- Zwariowałeś! - Odgarnęłam włosy z twarzy i popatrzyłam na niego w szoku.
- Chyba tak - zaśmiał się.
Teraz wyglądał jeszcze lepiej. Mokre włosy, odgarnięte do tyłu, przy pomocy dużych dłoni i kropelki wody, spływające po jego twarzy. Szeroki uśmiech i ciepły odcień jego oczu, przyprawiały mnie o chwilowy atak serca. Wpatrywaliśmy się w siebie przez, krótką chwilę, tylko po to, żeby nasze usta się ze sobą złączyły. Śmiało oplotłam jego nagą sylwetkę nogami.
- To ci chyba nie będzie już potrzebne - odciągnął mokry materiał od mojego ciała. - Zdejmij ją.
Przegryzłam wargę. Odsunęłam się trochę od niego, ale nadal byłam w jego objęciach. Sięgnęłam dłońmi do guzików i rozpięłam jeden z nich, później następny... Harry zaczął całować moją, mokrą szyję i jej podstawę. Pozbył się koszuli z moich ramion, opuszki jego palców tworzyły iskry, rozchodzące się po moim ciele. Zwinął koszulę i odrzucił na podłogę.
- Tak myślałem, że wybierzesz ten.
Uśmiechnęłam się w jego stronę, a on odpowiedział tym samym. Czułam się trochę nieswojo. Można było powiedzieć, że jestem w samej bieliźnie, pierwszy raz, przed kimś takim jak Harry.
Położyłam dłonie na jego policzkach, a nasze usta od razu złapały ze sobą kontakt. Harry mocno trzymał moje uda, podtrzymując moje ciało blisko swojego. Kiedy nasze wargi zaprzestawały w pocałunku, brunet potarł swoim nosem o mój, wywołując cichy chichot z mojej strony.
- Napije się Pani szampana? - zaśmiałam się na jego słowa.
- Z chęcią, proszę Pana.
Rozbawienie również wpłynęło na jego rysy. Podpłynął razem ze mną do brzegu. Puściłam jego sylwetkę i oparłam się łokciami o brzeg basenu, w czasie kiedy Harry starał się wyciągnąć szampana z torby. Kiedy już go miał, odepchnął się od brzegu i potrząsnął nim kilka razy. Odwróciłam się do niego przodem. Brytyjczyk posłał mi szeroki uśmiech, gdy szampan był już prawie otwarty. Nagle korek wystrzelił, z charakterystycznym dźwiękiem, a biała pijana sączyła się z otworu butli.
- Chodź tutaj.
Podpłynęłam bliżej, na jego prośbę przyjmując dawną, bezpieczną pozycję. Podał mi butelkę, a ja z chęcią ją przyjęłam. Napiłam się, a trochę alkoholu wypłynęło z kącika moich ust, spływając po szyi. Harry szybko powstrzymał moją dłoń i zlizał lepki płyn z mojej szyi.


***

Poprawiłam swoją siedzącą pozycję, na siad skrzyżny. Biały, duży ręcznik ogrzewał moje ramiona, w czasie, kiedy wsłuchiwałam się w męski głos Harrego, nasiąknięty chrypką. Siedział prosto, ze stopami zanurzonymi w wodzie. Gdy mówił wpatrywał się w swoje dłonie, co chwilę spoglądając na mnie. Z dokładnością słuchałam każde jego słowo, tak, aby żadne nie uleciało mojej uwadze.

-... głównie chodzi o to, że przy tobie czuję się inaczej. Jesteś inna od... Od innych.
Moje serce zabiło mocniej na te słowa. Słuchałam dalej.
- Nigdy nie zachowywałem się względem, żadnej dziewczyny tak, jak względem ciebie. Może to przez twoją przeszłość, a może po prostu dlatego, że masz w sobie coś co nie pozwala mi normalnie myśleć. Coś mówi mi, że nie powinienem był zaczynać, zostawić cię w spokoju, ale nie potrafię. - Spojrzał na mnie i uśmiechnął się nieśmiało. - Bo kiedy, zobaczyłem cię na imprezie u Zayna, byłaś taka jak wszystkie, ale ja cię pocałowałem, a ty mnie uderzyłaś.
Uśmiechnęłam się szeroko, przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie.
- I wtedy to było to - kontynuował. - Pomyślałem sobie, że to nienormalne. Każda, normalna dziewczyna nie zrobiłaby tego, a ty tak po prostu przywaliłaś mi w twarz i uciekłaś do toalety. To sprawiło, że stałaś się tą "inną" dziewczyną. Tą, którą muszę mieć, bo to będzie wyzwanie.
Zaśmiałam się cicho i on także.
- Ale niesamowite było to, jak delikatna byłaś... Jesteś... - poprawił się - niedoświadczona. Mimo to umiesz dokopać - zaśmiał się. - W ogóle to, po co ja to mówię...
- Nie, nie... To ciekawe - zainterweniowałam szybko. Uśmiechnął się słabo.
- Chodźmy już stąd.
Zawiodłam się trochę, kiedy wstał i podał mi dłoń. Mogłabym wsłuchiwać się w jego głos, bez umiaru, wiedzieć o czym myśli i co chodzi po jego głowie. To było jego wielką zaletą, ta otwartość, której mi niestety brakuję, a on mówi o wszystkim nie zważając na zdanie drugiej osoby.
Z chęcią przyjęłam dużą bluzę chłopka, którą otulił moje ramiona.
- Ciepło ci? - Potarł moje ręce, przyjemnie ogrzewając.
- Teraz tak - uśmiechnęłam się. Stanął przede mną i naciągnął duży kaptur na moją głowę, a ten opał na moje oczy, sprawiając, że kompletnie nic nie widziałam. Usłyszałam cichy śmiech Harrego i natychmiast zrzuciłam nakrycie.
- Ej. - znów naciągnął kaptur na moją głowę, rolując boki. - Nie chcę, żebyś się przeziębiła.
- Jaki to rozmiar?
- XL.
Och.
- Nie za duży?
- Nie... kupiłem ją specjalnie dla ciebie.
Podniósł swoją torbę, już w pełni ubrany. Popatrzył na mnie całkiem poważnie.
- Świnia!
Zaśmiał się głośno i podszedł do mnie.
- Żartuję, mam ją od dawna. - Splątał nasze palce i pociągnął mnie w stronę wyjścia. - Lubię duże rozmiary.
Puścił mi oczko, a ja natychmiast wybuchłam śmiechem.
- Gdzie jedziemy?
- Odwiozę cię do domu chyba, że wolisz żebym cię porwał - Uśmiechnął się szeroko.
Zdecydowanie.
- Do domu.

~Harry~


Jechaliśmy w przyjemnej ciszy, słuchając przyciszonego radia. Co chwilę spoglądałem w stronę Claudii. Miała opartą głowę o szybę, auta i skanowała wzrokiem przestrzeń poza nią. Moja bluza, wyglądała na niej jeszcze lepiej, niż mogłem to sobie wyobrazić. Jej mała dłoń spoczywała trochę ponad kolano i zataczała małe kółka. Przypomniałem sobie, jak delikatny zawsze jest jej dotyk. Żadna kobieta nie obchodziła się ze mną, tak delikatnie jak ona. To w niej uwielbiałem.

Gdy stanąłem na światłach rozejrzałem się dookoła i wtedy zamarłem. W samochodzie obok siedział Logan. Poprawiłem się w miejscu siedzącym i zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy. Nie mogłem oderwać wzroku, od chłopaka siedzącego spokojnie w aucie, tak niedaleko. Nie wiem czy czułem irytację, czy czystą złość, ale coś pomiędzy tym na pewno.
- Harry? - głos Mo, nie do końca do mnie dochodził. Dotknęła mojego uda, a ja natychmiast się ocknąłem. - Zielone.
Spojrzałem na światła i natychmiast ruszyłem ignorując klaksony innych aut, ludzi którzy śpieszyli się zmęczeni po pracy do domu. Nie mogłem w to uwierzyć. To był jakiś cholerny przypadek. Gdybym tylko mógł, przyjebałbym mu tak mocno, ze wylądowałby u stomatologa i prześwietleniu w szpitalu.
- Harry.
- C-co? - Zamrugałem szybko i popatrzyłem na dziewczynę ulotnie.
- Pytałam, czy wszystko w porządku?
- Ah... Um, tak. Okej.
- Na pewno?
- Tak - posłałem jej słaby uśmiech, a ona położyła swoją drobną dłoń, na mojej, spoczywającej na skrzyni biegów. Przegryzłem wargę, czując iskry tworzące się między naszym dotykiem. Podziwiałem, Mo. Mimo swojej fobii, nie unikała dotyku i bliskiego kontaktu ze mną. Na pewno jest bardzo silna, po tym co jej zrobiłem, nadal jest w stanie traktować mnie w porządku i kontynuować to, co w sumie zacząłem. Claudia nie jest chwilową dziewczyną. Jest taka delikatna, niedoświadczona, jednocześnie skrzywdzona, a ja chcę jej pokazać jak przyjemny, może być dotyk i kontakt z drugą osobą.
Wysiadłem z auta, kiedy byliśmy już pod jej domem. Podbiegłem do jej drzwi i otworzyłem, pomagając wyjść. Szliśmy w stronę drzwi, a moje serce przyśpieszało z każdym krokiem coraz bardziej. Chciałem się jej zapytać. Chciałem być kimś więcej niż tylko "kolegą" i własnie miałem zamiar zrobić. Krok dalej.
- Mo - zacząłem, kiedy staliśmy już, pod drzwiami domu - Mam do ciebie pytanie...
Moje ręce niesamowicie się trzęsły i nie miałem pojęcia co z nimi zrobić.
- Słucham. - Popatrzyła na mnie, w dłoni ściskając klucze.
- Czy ty... czy agrh... - Nigdy tego nie lubiłem, ale też nigdy to nie było takie trudne. - Czy, mogłabyś oddać mi bluzę?
O, kurwa. Spieprzyłem to. To było żałosne.
- Jasne, wejdziesz? - Uśmiechnęła się.
- Jeśli mogę...
Wszedłem za nią. Wyglądało na to, że w środku nie było nikogo. Wszystkie światła były zgaszone  i panowała kompletna cisza.
- Przepraszam.
Jej śmiech wypełnił pomieszczenie, gdy niechcący na mnie wpadła.
- W porządku. - Mruknąłem. Złapała mój nadgarstek i prowadziła po schodach do swojego pokoju. Kiedy już byliśmy w pokoju, zapaliła światło i zamknęła niepewnie drzwi.
- Em... przebiorę się.
Odwzajemniłem jej uśmiech i usiadłem na łóżku, kiedy ona weszła do łazienki.

~Claudia~


Przebrałam się szybko w szorty i w czarną, zwykłą koszulkę z długim rękawem. Gdy wyszłam, Harry siedział na końcu łóżka i wpatrywał się w swoje dłonie. Przechyliłam głowę w bok, przyglądając się mu uważnie. Byłam ciekawa, co stało się w aucie. Wszystko było dobrze, dopóki nie stanęliśmy na światłach, a on cały się spiął i był myślami całkiem gdzie indziej. Coś musiało przykuć jego uwagę na zewnątrz. Żadne inne wytłumaczenie, nie przychodziło mi aktualnie do głowy. Może za bardzo wszystko analizuję? Jestem ciekawska.
- Twoja bluza. - Zmusiłam się do uśmiechu, kiedy jego zielone oczy popatrzyły prosto w moje. Ta zieleń. Nigdy nie widziałam kogoś z bardziej soczystym odcieniem zieleni. Dopiero, gdy lekko szturchnęłam go bluzą on się ocknął i wziął ją, po czym i tak położył na łóżku. Tak na prawdę nie chciałam jej mu oddawać. Była przesiąknięta, tym specyficznym zapachem. Zapachem Harrego.
Delikatnie położył dłoń z tyłu mojego uda, nakłaniając żebym usiadła na jego kolanach. Tak też się stało. Zaśmiałam się razem z nim, kiedy nasze nosy zderzyły się ze sobą.
- Jesteś straszną niezdarą. - Stwierdził.
- Dziękuję.
Przyłożyłam rękę do piersi, udając, że to mnie uraziło. Przyciągnął mnie trochę bliżej. Jego ręce obejmowały mnie w talii, kiedy moje dłonie zatopiły się w jego lokach. Były jeszcze wilgotne, po naszej wspólnej kąpieli w basenie. Jego wzrok wędrował w tę i z powrotem na moje usta. Nie był pewny. Uwielbiam to w jaki sposób mnie traktuję. To jaki jest opiekuńczy, ale bez przesady.
Westchnęłam wprost do jego ust, gdy przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Miedzy nami nie było wolnej przestrzeni. Zszedł pocałunkami na linię mojej szczęki i szyję, a po moim ciele przeszły silne dreszcze, wywołując cichy jęk. Pociągnęłam za jego włosy, czując jak wpija się mocno, ustami w skórę mojej szyi.
- Harry - ledwo wydusiłam. Ścisnął mocno moje pośladki. Poczułam jego zęby, na mocno szczypiącym zaczerwienieniu. Zostawił moją szyję, znów skupiając się na ustach. Poczułam szarpanie, w dolnych partiach mojego ciała, niemo proszące o jeszcze bliższy kontakt z Brytyjczykiem. Przerwał nasz pocałunek, a ja byłam szczerze zawiedziona. Moje ciało niemal domagało się więcej. Nasze klatki piersiowe unosiły się szybko i opadały. W czasie, kiedy Harry próbował uregulować oddech, ja muskałam ustami jego policzki i kąciki ust. Uśmiechnął się szeroko. Natychmiast pocałowałam jeden z jego dołeczków.
- Co robisz? - Zaśmiał się. Znów złączyłam nasze wargi, ale tym razem pocałunek, był o wiele wolniejszy i słabszy. - Mo?
Chwycił moją twarz w swoje dłonie i przyglądał mi się uważnie. Spłonęłam żywym ogniem. Uśmiechnął się szerzej, dostrzegając jak się rumienie, i pewnie zgadując co chodzi po mojej głowie.
- Nie dziś, jest już późno.
Jakby mu to przeszkadzało.
- Muszę iść do pracy, ty też. - Natychmiast wstał, a ja usiadłam zrezygnowana na łóżku.
- Zostaniesz, trochę? - Zapytałam niepewnie.
- Jasne.
Wsunęłam się pod ciepłą pościel, a Harry usiadł obok mnie.
- Gdzie pracujesz?
- Jestem ochroniarzem.
Uniosłam wysoko brwi.
- Ochroniarzem? Osobistym?
- Nie - uśmiechnął się - W barze.
- Naprawdę? - Zapytałam zafascynowana.
- Tak, ale idź już spać - nasunął pościel na moje ramię, dokładnie opatulając.
- W jakie dni pracujesz?
- W tygodniu.
- O, której godzinie?
- W nocy.
- Aha... Dziś nie pracujesz?
- Za dużo pytań - zaśmiał się.
Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Harry założył pasemko moich włosów, za ucho, a ja otworzyłam jedno oko i popatrzyłam na niego. Nagle do głowy wpadł mi świetny pomysł.
- Zaśpiewasz mi coś? - Powiedziałam niemal błagalnie.
- Zaśpiewać? Nie ma mowy.
- Proszę, Harry.
- Nie, nie.
Popatrzyłam na niego prosząco, a on fuknął pod nosem.
- Ale jeśli zaśpiewam, pójdziesz spać.
Potrząsnęłam energicznie głową. Chłopak zapalił lampkę przy moim łóżku i podszedł do drzwi, żeby zgasić wiszącą lampę. Usiadł na poprzednim miejscu. Ułożyłam się wygodnie, zamknęłam oczy i czekałam aż zacznie śpiewać. 



We'll do it all everything, on or own 
We don't need enything or enyone 
If I ley here 
If I just ley here 
Would you ley with me, and just forget the world?
Don't quite know  
How to sey 
How I feel 
Those three words 
Are said too much 
They're not enough 
If I ley here 
If I just ley here 
Would you ley with me, and just forget the world? 

Przestał na chwilę śpiewać. Popatrzyłam na niego karcąco.
- Śpiewaj dalej, proszę.
Westchnął głośno ale kontynuował.


Forget what we're told 
Before we got too old 
Show me a garden that's bursting into life 
Let's waste time 
Chasing Cars 
Around our heands 
If I ley here 
If I just ley here 
Would you ley with me, and just forget the world?

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 19

Jego palce delikatnie gładziły skórę moich pleców, w czasie kiedy ja, bawiłam się jego srebrnym łańcuszkiem, z masywnym krzyżem. Przegryzłam wargę, gdy przez moje ciało przeszły przyjemnie dreszcze. Czymś niesamowitym, było obudzić się i widzieć, Harrego, śpiącego obok mnie. Spokój, który wpływał na jego rysy, lekko rozchylone, pełne usta i pojedyncze, kosmyki kręconych włosów, a kiedy się budził  jasna, ale wyrazista zieleń jego oczu, zapierała dech w piersi. Harry, był z pewnością pięknym mężczyzną i jednym z przystojniejszych, jakich znam.
Wykręciłam się z jego dotyku, na co zareagował cichym śmiechem. Znalazł miejsce, gdzie zazwyczaj kiedy ktoś mnie dotykał, oblewała mnie gęsia skórka i potężne dreszcze.
- Masz łaskotki?
- Nie. - Odpowiedziałam szybko.
Brunet, znów wrócił do miejsca między moimi łopatkami. Poruszyłam ramionami i wyciągnęłam jego rękę, zza mojej bluzki. Szeroki, piękny uśmiech widniał na jego twarzy.
- Jak się czujesz? - Zapytał. Jego głos stał się głęboki i trochę ochrypły.
- W porządku.
- Chodzi mi o to, jak się czujesz, kiedy cię dotykam...
Ach.
- Um, okej.
- Twoja fobia... i jeszcze to co zrobiłem, Jezu przepraszam.
Posłałam mu wyrozumiałe i pocieszające spojrzenie.
- Jest dobrze. Rozumiem, Harry. Naprawdę jest w porządku - uśmiechnęłam się.
Przez dłuższą chwilę, wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. Harry nieco zbliżył, do siebie nasze twarze. Zaciągnęliśmy się wspólnymi oddechami. Chłopak nie był do końca pewny, czy może sobie pozwolić, na tak intymne zbliżenie. Nasze nosy pocierały o siebie, kiedy usta wreszcie się spotkały. Wargi miękko, smakowały siebie wzajemnie. Zero pośpiechu, zero gwałtowności. Jednak brunet nabrał, nieco więcej pewności siebie i zwiększył intensywność pocałunku, jednak ten, nadal był nieporównywalny do niczego innego. Czułam, jak w moim brzuchu budzi się stado motyli. Położyłam dłonie na jego policzkach, pod palcami czując drobne włoski. Jego język niespodziewanie wtargnął do moich ust, na co cicho westchnęłam. Na jednej ręce opierał swój ciężar, a drugą śmiele podtrzymywał moją talię. Kiedy poczułam jak oddala się ode mnie, żeby przerwać, ja, wplątałam dłoń w jego loki i przyciągnęłam bliżej. Uśmiechnął się przez pocałunek, tak samo jak ja.
- Jesteś niemożliwa - zaśmiał się i pocałował mój nos. Zmarszczyłam brwi, kiedy spostrzegłam jak bacznie mi się przygląda. Mały uśmiech wstąpił na moje usta.
- Co?
Wzruszył ramionami.
- Jesteś piękna. - Szepnął.
Zarumieniłam się i uciekłam wzrokiem na okno. Słońce wdzierało się do pokoju przez ciemne zasłony. Natychmiast się otrząsnęłam.
- Która godzina? - Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu telefonu.
- Jest wcześnie.
Sięgnęłam po telefon. 10.
- Szlag.
Szybko wstałam i zebrałam pierwsze, lepsze rzeczy z szafy. Przesunęłam wzrokiem po Harrym, który leżał w spokoju na łóżku i przyglądał mi się z ciekawością. Podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony, a ostre światło momentalnie rozjaśniło pokój. Otworzyłam na oścież, drzwi balkonu. Ciepłe, świeże powietrze wtargnęło do pomieszczenia.
- Gdzieś się śpieszysz?
- Muszę iść do pracy - odpowiedziałam pośpiesznie, zmieniając dżinsy, na odpowiednie długą kwiatową spódniczkę, z delikatnego materiału.
- Mogę cię zawieść.
- Mógłbyś?
Ponownie wzruszył ramionami.
- O ile gdzieś ze mną pójdziesz.
 Uniosłam brew pytająco. Jego usta wygięły się w szerokim, szarmanckim uśmiechu.
- O której kończysz pracę?
- O dziewiętnastej.
- Świetnie - stwierdził.
- Gdzie pójdziemy?   

- Dowiesz się w swoim czasie. 
Przegryzłam wargę i znikłam za drzwiami łazienki.


***

Weszłam do restauracji z uśmiechem, który widniał na mojej twarzy, za sprawą chłopaka z lokami i dołeczkami w policzkach. Weszłam na zaplecze, nucąc piosenkę pod nosem i ignorując, wściekły wzrok Adama. Wpatrywał się we mnie, jakbym nie wiem co mu zrobiła. Tori stanęła obok niego i zachichotała pod nosem.

- Nasza, Mo chyba się zakochała - powiedziała melodyjnie, szturchając blondyna łokciem. Ten jednak nadal stał niewzruszony śledząc każdy mój ruch.
- Spóźniłaś się.
Jego głos niski głos i złość, która biła od niego na kilometr, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia.
- Daj spokój, Adam. Widzisz w jakim jest dobrym humorze. - Ciągnęła Tori.
- I co z tego. Ona się spóźnia, ale to ja dostaje baty.
Założyłam na siebie swój biały fartuszek i nie zwracając na nich większej uwagi, przeniosłam się do kuchni.
- Dzień dobry Franco.
Przywitałam się z dość tęgim mężczyzną, w białym, ale lekko poplamionym fartuchu. Uśmiechnął się do mnie szeroko i miło odpowiedział na moje przywitanie. Cmoknęłam go w policzek i usiadłam na blacie zaraz przy desce, na której kroił mięso.
- Widzę, że ma panienka dobry humor.
- Och, żebyś tylko wiedział, Franco. - Odpowiedziała zadowolona. 
- To pewnie jakiś chłopak.
O nie. To nie był jakiś chłopak. To Harry.
- Zgadłem? - Uniósł swoją grubą brew, spoglądając na mnie czekoladowymi oczyma
- No... tak.
- Więc... Musisz teraz, pomóc mi gotować i zdradzić wszystkie sekrety.
Zaśmiałam się i pomogłam mu w gotowaniu. Od kiedy tu pracuję, czyli niezbyt długo, z nim dogadywałam się najlepiej. Franco, jest osobą pozytywną i na pewno taką, z którą można żartować, ale też rozmawiać całkiem poważnie. Tak na prawdę, nie wiem o nim dużo, tak samo jak on o mnie. Jesteśmy po prostu dobrymi znajomymi z pracy, którzy nabijają się z Adama i przewrażliwionych klientów.


***

Kiedy wychodziłam z restauracji, słońce ledwo majaczyło na tle niebieskiego, pustego nieba, mimo to było ciepło. Taka pogoda jest, rzadkością w Londynie i trzeba czerpać z niej korzyści. Moje, białe nike z łatwością odbijały się od twardej, betonowej powierzchni. Zaczęłam przeszukiwać torebkę, w poszukiwaniu telefonu, który cicho wibrował. Gdy już go miałam uśmiechnęłam się i przeczytałam wiadomość od Harrego.



Otworzyłam szeroko oczy. Nie spodziewałam się takiej wiadomości. Będziemy grać w grę? Harry coraz bardziej mnie zaskakiwał, a mnie pożerała ciekawość.
Wróciłam myślami do dnia, kiedy Harry zabrał mnie do kawiarni. Niestety, musiałam wracać przez Perrie, z którą kupiłyśmy sukienki na bal. Ruszyłam w stronę kawiarni, mijając ludzi. Wkrótce dotarłam do wyznaczonego mi punktu. Rozejrzałam się po wnętrzu kafejki, ale nie znalazłam nic co mogło by przyciągnąć moją uwagę.
- Ty jesteś, Mo?
Drobna blondynka podeszła do mnie. Jej włosy były spięte w wysoki kucyk, a piwne oczy przeszywały mnie wzrokiem.
- Tak - zmarszczyłam brwi.
- Ach, twój chłopak kazał mi to, tobie przekazać - uśmiechnęła się i wręczyła mi kubek, z mrożoną kawą i papierową torebeczkę.
Poczułam się trochę dziwnie, kiedy dziewczyna nazwała Harrego, moim chłopakiem. Mimo to, postanowiłam nie ingerować i zostawić ją, z tą świadomością.
Stanęłam przy pustym stoliku i otworzyłam papierową torebkę. W środku było drobne ciasteczko, a obok karteczka poskładana na kilka części. Natychmiast ją rozwinęłam i przeczytałam tekst w środku. 



"Dobrze ci idzie, ale to jeszcze nie koniec.
Przed kawiarnią jest sklep ze strojami kąpielowymi.
Wszystkiego dowiesz się na miejscu.
Smacznego x ~ Harry" 

Po zjedzeniu ciastka i wypiciu kawy, ruszyłam do sklepu. Podobała mi się ta gra, ale po co miałam pójść do sklepu ze strojami kąpielowymi. Nie mogę nosić bikini, chociażby przez moje blizny na nogach. Ale chyba nie miałam wyjścia. Chciałam już zobaczyć się z Harrym, a im szybciej wykonam jego zadania, tym prędzej się z nim zobaczę.
Weszłam do sklepu. Mój wzrok od razu padł na trochę starszą kobietę, stojącą za masywnym blatem. Uśmiechała się szeroko w moim kierunku i gestem ręki wskazała, żebym się do niej zbliżyła.
- Claudia, prawda?
Harry musiał się nieźle natrudzić, przygotowując całą tą grę. Postarał się.
- Tak, Harry...
- Chciał, żebyś tu przyszła - przerwała mi. - Proszę tu jest kolejna kartka, ale zanim ją przeczytasz musisz wybrać strój. - Podała mi karteczkę
- Ja nie...
- Musisz, wykonać zadania. Kiedy już wybierzesz, ubierz go na siebie. Chyba nie masz wyjścia.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, przez co ja też się uśmiechnęłam.
- No dobrze.

- Zostawił konkretne komplety... - wyciągnęła z szafki trzy stroję. Wszystkie były dwuczęściowe. Pierwszy, miał ładny krój, lecz brzydki beżowy kolor. Drugi był cały brzydki. Natomiast trzeci, był idealny. Granatowy, z białymi akcentami i naprawdę ładnym krojem.
- Trzeci.
- Będzie cudowny.
Podała mi go, a ja po chwili byłam już ubrana. Przejrzałam się w lustrze. Strój leżał naprawdę ładnie i był śliczny, ale moje nogi... Ślady na nich były jeszcze bardziej widoczne, a ja nie chciałam, żeby ktokolwiek musiał je oglądać. Szybko się otrząsnęłam i z powrotem założyłam spódniczkę, oraz bluzkę, a bieliznę wrzuciłam do reklamówki, którą podała mi pracowniczka sklepu.
Teraz mogłam przeczytać, kolejną wiadomość od chłopaka. 



"Założę się, że wyglądasz pięknie.
 Niestety mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.
 Nie wiedziałem, jakiego szampana lubisz, więc ty będziesz musiała go wybrać.
Trochę dalej stąd, jest kolejny sklep.
Wybierz i czekaj na mnie x ~ Harry." 

Wybrałam szampana i nie zostało mi nic innego, jak tylko czekać na Brytyjczyka. Zauważyłam go, idącego w moja stronę. Nie odrywał ode mnie, swojego palącego wzroku. Natychmiast się zarumieniłam i odwróciłam głowę w inną stronę, żeby tylko uniknąć tego spojrzenia.
- Cześć. - Pocałował mój policzek.
- Hej - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Chcesz wiedzieć gdzie idziemy?
- Um, tak.
- Nie powiem ci - zaśmiał się, a ja sprzedałam mu kuksańca w ramię. - Ciepło ci?
- Średnio.
Słońce zachodziło, robiło się coraz ciemniej i chłodniej. Harry ściągnął swoją bluzę i założył na moje ramiona, zabierając ode mnie reklamówkę z szampanem i bielizną.
- Co to?
Natychmiast wyciągnęłam rękę po swoją bieliznę, ale chłopak był szybszy. Zaśmiał się ze mnie, gdy uporczywie próbowałam odzyskać swoją własność.
- Harry! Oddaj! - Skakałam, żeby dosięgnąć reklamówki. Na szczęście nie przyszło mu do głowy wyciągnąć, zawartości worka. Wszyscy zobaczyliby moją bieliznę.
W końcu odzyskałam to co należało do mnie i schowałam głęboko w swojej torebce.
- Podoba mi się - mruknął do mojego ucha, a ja szybko odepchnęłam go od siebie. Zaśmiał się i splątał nasze palce razem. - Nie gniewaj się.
Szturchnął mnie biodrem, a co zareagowałam cichym śmiechem.
- Jesteś okropny.
- A ty, jesteś cudowna - cmoknął mój zarumieniony policzek. Teraz, czułam się inaczej w towarzystwie Harrego. Po tym co się stało, chyba obydwoje czegoś się nauczyliśmy. Czułam się pewniej w stosunku do niego, a on traktował mnie inaczej niż poprzednio. Albo, może po prostu, mi się tak wydaje?


_____________
Chciałam tylko podziękować za wasze komentarze i miłe słowa. To daje niezłego kopa dziękuje ♥